Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
211 postów 3247 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Moje komentarze

  • @Krystyna Trzcińska 12:31:44
    Dziękuję za to wyjaśnienie, bo już parę razy pisałem że "Krystyna Trzcińska" to facet, i chyba nikt mi nie uwierzył.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 02:12:00
    "Bóg bowiem nie potrafi nienawidzić, musi kochać, bo miłlość jest naturą tróosobowego Boga, choć Pan Jezus pokazał, że Bóg także potrafi się gniewać, nawet w świątyni, zwłaszcza, gdy "dom Ojca" staje się "jaskinią zbójców"."

    E, tam. Wymysły.
    Po pierwsze to Bóg nic nie musi. - Na pewno jest wolny. Na pewno miłość tego co ogólnie mozna nazwać dobrem jest trwałą cechą Boga, ale natura Boga to przecież nie tylko miłość, więc tu tożsamości nie ma. Ewentualne tłumaczenie przez to iż jest nieskończenie wielka jest będem, bo to nasz, nie Boży punkt widzenia, i na pewno nigdy się nie dowiemy jak Bóg widzi wartości nieskończenie wielkie.

    Po drugie to Bóg z miłości stwarza ten świat, czyni ją naszą normalnością i niewątpliwie chce tego żeby była i naszą wewnętrznie, świadomie i w wolnej oraz dobrej woli uznawaną normalnością.
    Tylko że normalność potrzebuje i normalnych czasów, a te nie będą normalnymi gdy normalni nie będą mogli bezpiecznie praktykowac swojej normalności.

    Stąd i miłość Boża (już postanowiona "decyzją uczuciową", a więc niezmienna) może dotyczyć wyłącznie rzeczy nie jakichś letnich czy zwyczajnych, a w uproszczeniu zwanych dobrymi w przeciwstawieniu do w uproszczeniu zwanych złymi.

    Do tego w parze z miłością dobrych idzie i służebność w intencji by ich nie spotykało zło (jest ona jak każda służebność decyzją wolnej i dobrej, świadomej rzeczywistości woli - więc jeśli Bóg podejmuje decyzje by nas kochać, podejmuje i decyzjęi abyśmy się bronili przed złem, i decyzję że sam będzie naszym Obrońcą jeśli nam nie wystarczy posiadanych sił, środków i możliwości działania w obronie).

    Decyzja o miłości dobra jest równoważna decyzji o nienawiści zła.
    Szerzej patrząc, to każda decyzja o miłości ludzkich wartości wyższego rzędu wiąże się z nienawiścią wartości niższego rzędu.
    Dotyczy to i każdego człowieka.
    Bóg dobro w nim kocha, ale zła w nim nienawidzi.
    Tak Bóg, jak i każdy człowiek może coś lub kogoś kochać i jednocześnie, choć w innym aspekcie nienawidzić, albo nawet w tym samym aspekcie, ale w innych okolicznościach nienawidzić.

    Tak więc już pierwsze zdanie trzeba skorygować - "Bóg bowiem nie potrafi nienawidzić, musi kochać.


    "Gdyby Bóg nie był absolutną miłością, to nie było by możliwym nauczanie o konieczności miłowania nieprzyjaciół."

    Tutaj jest podobnie. Przyjaciół i nieprzyjaciół wybiera się samemu.
    Miłość nie wyklucza gniewu, miłość przyjaciół wymaga i nienawiści zła w nieprzyjaciołach, gniewu na nieprzyjaciół dokąd czynią zło.
    Nieprzyjaciel jest otwarty na dialog, na możliwość odwrócenia się od zla.

    - Wróg swoją decyzję już podjął - przed nim obronić trzeba się koniecznie, traktując jak bestię w ludzkiej skórze - rozbroić, nie dać szkodzić sobie i "swoim", a na ewentuualny dialog czas zarezerwować dopiero kiedy będzie miał wiarygodną chęć powrotu do życia w relacjach godnych zaufania, relacjach pokojowych.

    Bóg więc ani nieprzyjaciół sobie nie wybiera jako swoich własnych, ani wrogów własnych nie ma, bo nikt Go zniszczyć nie może.
    Nie mniej jednak ich ma przez miłość do nas - i są to nasi (będących z Nim w Komunii) nieprzyjaciele i wrogowie.


    Miłość stwarza świat, ale na miłości się jednak nie kończy, bo są jednak i okoliczności, kiedy i miłość i nienawiść, i przyjaźń i nieprzyjaźń, a nawet sprawiedliwość i niesprawiedliwość muszą umrzeć. - Umrzeć po to żeby obronić w ogóle warunki w których miłość i dobro ku któremu ta miłość jest, przyjaźń i sprawiedliwość mogły w ogóle funkcjonować.

    - Oznacza to że aby przywrócić czy obronić warunki dla normalności trzeba nam raczej patrzeć na to jak Bóg w przeszłości rozprawiał się z wrogami tych, których kochał - bo właśnie to stanowi dla nas wzorzec postępowania moralnego w przypadkach koniecznych dla przywracania moralnego ładu życia nie tylko w naszych społecznościach, ale i w relacjach z innymi narodami a zwłaszcza państwami.


    A tu zagraża wszelka niemoralność - i demoralizacja, i zdrada, i każda zbrodnia zwłaszcza wroga agresja zmierzająca do pozbawienia nas tożsamości i własności, życia, wolności i podmiotów miłości - z rodziną, ojczyzną i narodem na czele.

    Ale przecież to Bóg nas w naszych okolicznościach życia osadza - On więc na pewno funkcjonuje w taki sposób aby nas w naszych koniecznościach wspierać. - Wspierać naszą moralność - tą "z najwyższej półki", czyli taką, na ile ja tylko zdołaliśmy rozpoznać i w naukach Bożych i w doświadczeniach życiowych, a co ochroni naszą zdolność do przeżycia w ogóle.


    Razem to oznacza przede wszystkim że patrzenie na rzeczywistość "przez miłość" jest błędne. Bóg bowiem i kocha każdego inaczej - i w różnych okolicznościach, czasie i miejscu, ale przede wszystkim Jego miłość jest łaską i wyróżnieniem, jest czymś nadzwyczajnym.
    - Ani nikomu się nie należy, ani nie jest taka jakiej ktoś by chciał - ona ma służyć, przez nią się służy. Ona jest tylko potencjałem - decyzją by służyć, a co najwyżej zrywem w czasie służenia.
    Ona może umierać i rodzić się na nowo.
    W tym ostatnim zdaniu też jest ważne odwołanie do słów Jezusa że człowiek ma umierać i rodzić się na nowo. - A to przede wszystkim wielki krzyk o moralność dla przywracania warunków dla ludzkiego życia w normalności i miłości wzajemnej.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 01:51:14
    "Teraz Pan z siebie robi biblistę i znawcę Biblii hebrajskiej, Targumów czyli Biblii spisanej po aramejsku, Septuaginty czyli Biblii greckiej (spisanej w Aleksandrii na zlecenia Ptolomeusza Fidelitasa, gdzie wydarzył się cud 70-ciu identycznych tłumaczeń na grecki z języka habrajskiego i aramejskiego), a także Wulgaty czyli Biblii przetłumaczonej na pospolitą łacinę przez Hieronima ?
    Wszystkie Kodeksy też Pan przepadał ? Naprawdę zna Pan języki semickie i kulturę żydowską, żydosyogrecką, żydołacińską, etc. ?"

    Nie o szczegóły tu mi chodziło a o myśl. Przecież nie pisałem o konkretnych językach, tylko o języku "żydowskim" w znaczeniu ogólnym, tak samo jak o języku "chrześcijańskim" w znaczeniu ogólnym.

    W tym znaczeniu nie chodzi nie tylko o przenoszoną słowami treść, ale właśnie i o tytułowego dla tej notki Ducha (ale i w ogóle ducha).
    - O intencje, a nawet o narrację rzeczywistości i filozofię oraz stosunek uczuć (tu można doliczyć "decyzje uczuciowe", czyli decyzje wolnej, dobrej i świadomej rzeczywistości woli podejmowanej "raz na całe życie", a zachowywane z siłą uczuć współpracujących z rozumem, a kontrolujących emocje aby były solą i radością naszego życia.
    - Czyli aby trwały z mocą wystarczającą aby być wrażliwym człowiekiem (i osobiście i w relacji do innych), ale i nie wchodzącym w emocje nadmierne (destrukcyjny dla ludzkiej duchowości i rozumu stan nademocjonalizmu), w tym w "grzechy główne").

    A właśnie mowa uboga w przymiotniki (choć daje pozór mądrej, zmuszającej do myślenia) jest nie tylko mową wieloznaczną (nie "jakieśtam" "tak-tak, nie-nie"), jest mowa odwołująca się wprost do emocji nadmiernych.
    I nie chodzi o "Bóg jest miłością", bo to jest wręcz niewinne uogólnienie, bo jeżeli między ludźmi jest związek, czy relacja przez Boga to jest i miłość.
    (nie ma jednak "Bóg jest Miłością", bo miłość nie jest Bogiem - ludzie mogą się bowiem kochać i miłością destrukcyjną, miłością do zła, do wspólnego im "zdeklarowanego czynienia zła" - zdeklarowanego ich decyzją uczuciową).
    Znacznie gorszym jak nazwanie Boga Miłością, jest nazwanie Go Sprawiedliwością a już zdecydowanie najorszym jest nazwanie Go Logosem.

    I nieważne że co więksi filozofowie umieją w tym zobaczyć jakąś prawdę. - Wszyscy mamy rozumieć mowę - ma być ona wspólną, bo jednoznacznie rozumianą.
    Ci co nie rozumieją, a godzą sie z tym, to niewolnicy.
    W pogańskim "O Wielka Artemida Efeska" było zreszą to samo nademocjonalne, odbierające rozum nastawienie mentalne, co w mowie żydowskiej.
    - Przecież cała ideologia poprawności politycznej, z "antysemityzmem" na czele oraz demoralizacja sfery miłości przez jej useksualnienie to dokładnie ten sam nademocjonalizm.


    W tym znaczeniu dla chrześcijan, znaczeniu rodzącym liczne błędy, język żydowski trwał i w czasach Jezusowych i późniejszych, i niestety dotrwał i do dzisiaj, do czasów kwestionowania wszelkich prawd i świętości - i zwłaszcza dzis przez to robi szczególnie destrukcyjną robotę.


    "Zatem Ewangelia św. Jana powstała w świecie pogańskim i została spisana dla chrześcijan wywodzących się z pogan, gdzie panowała wysoka kultura hellenistyczna i także rozwijająca się rzymska."

    Właśnie. Już powyżej zauważyłem podobieństwo mowy żydowskiej z mową pogańską.
    Poganom którzy zostali chrześcijanami szczególnie trzeba tłumaczyć tak błędność dla nich tak mowy pogańskiej, jak i mowy żydowskiej.

    W pierwszej chwili trzeba było do nich mówić ich mową, bo by nic nie rozumieli, ale i od początku trzeba było zaraz tą mowę korygować na chrześcijańską.
    - Tego zabrakło, lub było za słabe. - Dziś to sie mści. A dziś jest trudniej, bo każdy z niewyleczonych błędów poobrastał ich powielaniem przez poważne autorytety Kościoła bez stosownych komentarzy.
    (Tu na pewno trzeba nie tylko zrobić przegląd literatury, ale i upowszechnić znajomość zasady, że "Kościół nie stoi na autorytetach" - wraz z ostrzeżeniem, że całe żydowskie, rabinackie, prawnicze myślenie, tak).
    - Trudniej, ale to tylko przeszkody. - A jak już wiemy że coś jest źle to w dążeniu do zainstalowania w to miejsce dobra już nam ustać nie wolno.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 21:38:26
    "Przestań Pan mędrkować i udawać papieża"

    Tez sie zastanawiałem zanim wysłałem, czy ten fragment nie zostanie ostro skrytykowany. Zostawiłem go jednak ze względu na dobrze ulokowany fragment:
    "Ale możemy i tak: słowo "Miłością" w "Bóg jest Miłością" jest tylko słowem nie przetłumaczonym z żydowskiego na chrześcijańskie i wyraża tylko to, że Bóg jest "kochającym nas" ludzi, (a że żydzi nie mieli przymiotnika "kochający" żeby to wyrazić dosłownie, a że co większy filozof to chętniej to podchwytywał w wersji nie tlumaczonej, to i tak zostało. Jednak czyz nie trzeba w końcu tego wyprostować?)."

    Moim zdaniem to przetłumaczenie z żydowskiego na nasze i to nie tylko w komentarzach do Ksiąg, czy Katechiźmie, ale i z szerokim wyjściem z tym "do ludu" jest koniecznościa.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 20:51:36
    "W katolicyzmie nie ma żadnej wątpliwości, że praktyka miłości Boga i bliźniego ma swój wyraz w boskim przykazaniu miłości Boga z całego serca i ze wszystkich sił, zaś bliźniego jak siebie samego. Prawo Boże - a więc Dekalog - jest uniwersalne, gdyż Bóg katolików nie jest monolatrycznym bóstwem plemiennym, lecz Bogiem wszystkich stworzeń. Dekalog stanowi komentarz do przykazania miłości. (sw.Tomasz z Akwinu). Dekalog jest prawem Boga dla ludzi i z tego prawa nie można usunąć niczego albowiem Jezus Chrystus powiedział una iota. Prawo Boże jest doskonałe, sprawiedliwe, dające miłość i szczęście, ale także niezmienne i pewne, a jego stosowanie umożliwia nam osiągnięcie przyjaźni z Panem Bogiem, zjednoczenie z Bogiem Miłością, stan świętości i zbawienia oraz także pokoju w relacjach między ludźmi".

    Urokliwe to tłumaczenie, można powiedzieć niepodważalne, ale to jeszcze nie to. Tak jak na prawie się świat nie kończy, tak i wartością samą w sobie nie jest miłość.
    Miłość jest tylko częścia sprawiedliwości i to w zastosowaniu do relacji międzyosobowych.
    A przecież są jeszcze inne wartości składające się na sprawiedliwość, w tym wspólnotowe. Są i wartości wyższego rzędu, wobec których miłość i sprawiedliwość muszą umrzeć - np aby mogła żyć moralność, czy aby mógł zapanować pokój.
    Już pisałem, ale powtórzę i dołożę. Od czasów Jezusa Chrystusa Prawo zdecydowanie powinno tracić na znaczeniu na rzecz sprawiedliwości (w tym miłości), i to trzeba pilnie nadrobić, bo już pilnym się staje aby prawo i sprawiedliwość traciły znaczenie na rzecz prawości, a nawet moralności, a pewnie i człowieczeństwa, bo juz taki Hartman ostrzega że po eksperymentach które wobec nas podejmują (w szczególności in vitro z ludzkim genomem) nie wiadomo czy jeszcze zostaniemy ludźmi.

    Co z tego że mamy Prawo Boże, doskonałe i cudowne, jak ono nie zadziała dopóki nie panuje sprawiedliwość i to sprawiedliwość służebna ludzkim wartościom wyższego od niej rzędu.
    Ta też nie zadziała dopóki nie działa prawość, ta gdy moralność, itd., aż po sytuację gdy wszyscy będa chcieli żyć po Bożemu (co najwyżej z wyjatkiem jakiegoś marginesu społecznego z nadzieją na asymilację).

    W tej chwili, gdy narracja rzeczywistości przez prawo dominuje w "polityce" tym bardziej trzeba bronić ludzkich wartości wyższego rzędu przed prawami stanowionymi.

    Oczywiście że Prawo Boże nam w niczym nie zagraża, ale jest dziś ono pozorem dla wynoszenia prawa nad jego rangę. A ten pozór czy choćby posmak w sytuacji dzisiejszej to już zło przez które piekło może w każdej chwili zacząć swoje rządy.
    A nawet gdyby dziś było zagrożone, to nie jego trzeba nam bronić, a tych ludzkich wartości w których by ono chciało mieszać.

    "Prawo [ma] zawsze prawo znaczyć, a sprawiedliwość-sprawiedliwość".
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 05:06:23
    "Na czym polega sprawiedliwość?
    Na szacunku dla prawa".

    Ks. Staniek pisze to od siebie czy raczej przytacza absurd narracji rzeczywistości przez prawo? - Absurd wyniesienia go do rangi wartości, i to wartości samej w sobie, choć wartością samą w sobie jest tylko Bóg. W ten sposób prawo nabiera atrybutów Bożych, a prawodawcy staja się bogami. - Przecież w ten sposób prawo zostaje wyniesione nad wszystkie wartości, choćby tylko nad sprawiedliwość, mamy satanistyczną odwrotkę i świat staje na głowie. W ten sposób prawo które ma funkcję zniewalającą i śmiercionośną zaczyna swoją destrukcyjną robotę w sferze człowieczeństwa.
    Zaczyna niszczyć ludzką tożsamość, od narodowej zaczynając. Zaczyna niszczyć ludzką własność dokładając do definicji własności definicję posiadania, a jakby tego było malo to i definicje praw, wrzucając wszystko do jednego worka, a później wpisując do prawodawstwa cokolwiek zechcą tak żeby prawo państwowe a więc i podatnicy płacili na uzurpacje bogaczy co chcą się uwłaszczać na wszystkich i mieć to jeszcze chronione na koszt społeczny. Zaczyna niszczyć pojęcia dobra i zła pobłażając złu w swoim otoczeniu, a tolerancji zła przypisując walor cnoty, zmierzając ku tolerancji demonów wokół nas, a więc instalując nam w całej rozciągłości pogaństwo. Zaczyna wprowadzać "prawo do kłamstwa", "prawo do aborcji i eutanazji oraz depopulacji". Zaczyna niszczyć życie ludzkie, siejąc bezkarnie demoralizację a moralność sprowadzając do etyki, czyli rangi uproszczonej do prawa, w którym to rozbójnik miewa więcej praw jak ten na którym dokonano rozboju, prawa które nie chroni najpierw, a nawet tylko normalnych i dobrych. Zaczyna niszczyć istotę człowieczeństwa podmieniając go na ideologię humanizmu, czyli też sprowadzając człowieczeństwo do prawa wywyższonego nad cele ludzkie człowieczeństwa. - Człowieczeństwo, którego treścią jest najpierw powołanie i dziecięctwo Boże, oraz sumienie i godność osobowa zostaje zastapione zespołem praw służących faktycznie antyludzkiej ideologii, w tym nad sumienie wynoszących jakieś prawo do klauzul.
    Żydzi z takim "prawem wyniesionym" nawykli żyć, choć ich to zatrzymało w rozwoju; protestanci właściwie dopiero od czasów ich filozofa Kanta, ale nas katolików to bije, bo u nas najpierw musi być sprawiedliwość żeby mogło zaistnieć prawo, a i sprawiedliwości nie będzie dopóki nie zapanują moralność oraz człowieczeństwo.


    Ksiądz Staniek swój prowokacyjny tekst dalej ciągnie:
    "Kto o tym prawie decyduje?
    Ważne pytanie. Liczy się tak prawodawca, jak i prawo. Na świecie mamy do czynienia z wielką ilością praw, a na co dzień najczęściej z prawem cywilnym ujętym w wielu kodeksach. Jest ono ustanawiane przez najwyższe władze danego społeczeństwa. Prawo może stać na straży dobra każdego obywatela, ale o wiele częściej ma na uwadze dobro prawodawcy lub jakiegoś stronnictwa, kosztem innych. Takie prawo nie jest sprawiedliwe"

    I na tym mógłby już zakończyć bo jak prawo nie jest sprawieliwe to mamy rządy bezprawia, rządy silniejszego, bogatszego, bardziej nieodpowiedzialnego i niemoralnego, wyzbytego ludzkiej wrażliwości, zdolnego zbrodnią wymuszać swoje dowolne uzurpacje.

    A żeby prawo było sprawiedliwe to najpierw musi panować sprawiedliwość i musi powstawać z potrzeby ochrony moralnych, dobrych i sprawiedliwych i im służyć. Prawodawcy też musza być moralni, dobrzy i sprawiedliwi, uznający cele człowieczeństwa dojrzałego.


    "//Owszem, niewolnikom prawo jest potrzebne (przynajmniej dokąd wolą życie w niewoli), ale ludzie wolni potrzebują ludzkich motywacji.
    - A jedną z pierwszych ludzkich motywacji jest miłość.//
    WIDZI PAN TEN ABSURD ? DEUS ET CARITAS EST a więc Miłość nie jest "ludzką motywacją" tylko boską Osobą"

    Można by to tłumaczyć tak: Mówimy "miłości ty moja" do narzeczonej, możemy mówić i "Miłości Ty moja" do Boga. Powiedzmy ze ludzie wkoło zrobią tak samo.
    W końcu ktoś zuważy, że jak tak Bóg jest Miłością wszystkich, to jest Miłością w ogóle.

    Ale możemy i tak: słowo "Miłością" w "Bóg jest Miłością" jest tylko słowem nie przetłumaczonym z żydowskiego na chrześcijańskie i wyraża tylko to, że Bóg jest "kochającym nas" ludzi, (a że żydzi nie mieli przymiotnika "kochający" żeby to wyrazić dosłownie, a że co większy filozof to chętniej to podchwytywał w wersji nie tlumaczonej, to i tak zostało. Jednak czyz nie trzeba w końcu tego wyprostować?).
    Mówiąc zaś po naszemu to dobrze by było powiedzieć, że ""Bóg jest Miłością", bo się cały wyraża w swojej Miłości", ale chyba najlepiej że "Bóg jest Osobą kochającą nas, ludzi jako pierwsza i to prawdziwie, bo bezinteresownie i ofiarnie".


    A jest i inny, niewymieniany tu jeszcze aspekt, świadczący że Bóg nie może być Miłością, bo nie ma w takiej mowie określone określone kogo czy czego - jakiej wartości by ta miłość miała by dotyczyć. - A zostawić tak bez dookreślenia nie można gdyż w drugą stronę to zupełnie nie idzie (byłby to satanizm). - Miłość nie jest Bogiem. - Nie ma tu tożsamości Bóg=milość.

    - A jakby tak ktoś dowcipny Bogu podsunął zło? - Była by miłość do zła? - Czy jednak byłaby nienawiść do zła w intencji obrony osób kochanych którym to zło zagraża?
    Przecież Bóg też nienawidzi. Sam o tym często mówi - i w Starym Testamencie i w Nowym.
    Po co gimnastykować swoją "poprawnopolityczność", schlebiać jakimś lewakom, jak można mówić jasno i jednoznacznie, nie ryzykując przekłamań?
    Dlaczego mówić "Bóg jest miłością", jak można "Bóg jest kochającym nas".

    Bóg jest Miłością czyjąś ku Niemu, czy Miłością Bożą ku temu komuś?
    "Bóg jest Miłością" jest w języku chrześcijańskim pustosłowiem.
    Miłość nie istnieje. Tak samo i Sprawiedliwość nie istnieje. Nie istnieją bez odniesień. To nie są byty - one nie mogą istnieć bez dwóch osób.
    Miłość musi mieć określone czyja i ku komu czy czemu jest.
    Szczególny przypadek, jakim tu jest miłość siebie (dobrze rozumiana) jest właściwie miłością między ludzką duszą a ludzkim duchem - i też z udziałem Boga ("uwielbia dusza moja Pana i raduje się duch mój mój w Bogu Zbawicielu moim"). - Właściwie to nie jest więc wyjątek, bo dusza i duch są tu osobami.

    Bez tego dopowiedzenia zwłaszcza ku czemu ta miłość jest, była by ona wartościa samą w sobie i w ogóle zaprzeczeniem siebie, bo nie ma miłości bez wyrzeczenia i samoograniczenia, bez ofiary i służby - nie może być "w sobie".

    Miłość musi być zawsze ku dobru, pięknu, światłu, idei, osobie - między osobą a inną wartością...
    Czemu nie mamy korzystać z bogactwa przymiotników w językach chrześcijańskich żeby wyrażać całe bogactwo treści które chcemy przekazywać zamiast mówić typowymi żydom zagadkami?


    "- A jedną z pierwszych ludzkich motywacji jest miłość.//
    WIDZI PAN TEN ABSURD ? DEUS ET CARITAS EST a więc Miłość nie jest "ludzką motywacją" tylko boską Osobą"

    No dobrze, niech będzie:
    - A jedną z pierwszych ludzkich motywacji jest miłość, a że "Miłość nie jest "ludzką motywacją" tylko boską Osobą", to można powiedzieć że najpierwszą ludzka motywacją jest miłość Boga.

    Mamy tu i rozwiązanie zagadki, dlaczego miłość nie może być nakazana. - Bo to ona ma dostarczać ludziom motywacji, a nie jakieś zniewalające przepisy.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 03:17:43
    Już się zrobiło całkiem późno, więc jeszcze tylko to:

    "//Jak najbardziej potwierdzam, że za "nakazem miłości" stoi szatan.//

    Autorem Biblii jest Szatan ?'

    Gdyby Dekalog był zbiorem zakazów i nakazów to by był prawem. Gdyby na prawie się miało kończyć, to jego autorem by był szatan.

    Owszem, niewolnikom prawo jest potrzebne (przynajmniej dokąd wolą życie w niewoli), ale ludzie wolni potrzebują ludzkich motywacji.

    - A jedną z pierwszych ludzkich motywacji jest miłość.
    Decyzja o niej jest podemowana przez każdą osobę w pełnej świadomości rzeczywistości w dobrej woli i w wolnej woli.
    Absurdem by było nazywać aktem miłości decyzję podejmowaną bez w pełni wolnej woli.
    Bóg nie narusza wolnej woli człowieka.
    Bóg chce przyciągać do siebie człowieka nie mocą praw, zakazów i nakazów, a więzami miłości.
    - W ludzkiej wolnej woli... z wyrzekaniem się zła, szatana...
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 23:59:53
    "Szanowny Painie
    Jeśli Bóg nie jest Sprawiedliwością, to skąd czerpie pojęcie sprawiedliwości i jest sprawiedliwy ?"

    Sprawiedliwość jest relacją między osobami. Bóg i sam jest Osobą, i powołał do życia osoby ludzkie - materialno-cielesno-duchowe. Już wcześniej powołał osoby duchowe. Wszystko zaplanował, sprawiedliwe relacje też - on nie musiał mieć materii ani na zewnątrz ani w sobie aby zaplanować między ludźmi relacje jakie będą odpowiednimi na ich możliwe sytuacje życiowe i mechanizmów ich korekty, aby coraz lepiej realizowali swoje człowieczeństwo.

    Sprawiedliwość to nie jakaś sztanca dla wszystkich (zresztą takim nie jest i prawo), sprawiedliwość wciąż się zmienia w zależności od ludzkiej dojrzałości i wzrostu w moralności oraz zrozumienia natury.

    Pan tu domagając się żeby Bóg był Sprawiedliwością domaga się by Bóg był zlimitowany do bycia sprawiedliwym w jakiś niezmienny sposób.

    A to jest już z paru powodów niemożliwe. - Najbardziej to dlatego, że sprawiedliwość jest dla ludzi wartością niższego rzędu jak np moralność.

    Typowy przykład: matka nie ma innej możliwości zdobycia pożywienia dla chorego dziecka, tylko go ukraść. Ona musi ukraść, a więc popełnić niesprawiedliwość według kogoś, ale postąpić moralnie.

    Gdyby Bóg był Sprawiedliwością to by ją skazał, zaś Bóg sprawiedliwy ją usprawiedliwi.


    "Rozróżnia Pan to, że Bóg jest bytem prostym i istnieje w wieczności a człowiek jest bytem przygodnym i musi się uczyć, gdyż nie jest odwieczną Mądrością, Miłością, Sprawiedliwościa, Prawdą, etc. - tak jak Pan Bóg ? "

    Nie. To Bóg zdefiniował co jest "Mądrością, Miłością, Sprawiedliwościa, Prawdą" jeszcze zanim powołał dla nich zastosowania" - przecież był przed wszystkim. Zaczęły życie w Nim dopiero kiedy je powołał w trakcie tworzenia. Wcześniej nie były potrzebne.
    A wiemy że Bóg nie tworzy bytów niepotrzebnych, to tym bardziej i relacji.


    "Jeśli Bóg nie jest Sprawiedliwością, jak Pan twierdzi, to dlaczego jest sprawiedliwy?"

    Spróbuję tak: Sprawiedliwość nie jest bytem w kontynuacji czasowej, a jest relacją w którą się wchodzi w chwili podejmowania decyzji. - Jest predyspozycją i umiejętnością do podjęcia decyzji w czyjejś sprawie takiej aby osoba osądzana nie tylko nie była krzywdzona, ale i otrzymała co jej się należy w związku z zaznaną krzywdą, dokonaną zasługą lub zaciągniętą winą, zwłaszcza w związku z pełnionymi powołaniami i służebnościami, oraz w zależności od zaistniałych okoliczności, sił, środków i możliwości działania posiadanych lub możliwych do otrzymania od ludzi z otoczenia.
    Nie trzeba być zawodowym sędzią, nawet znającym przepisy prawa, aby być sprawiedliwym, ale na pewno trzeba być uczciwym i godnym zaufania, niezależnym od sadzonych osób, więc i bezinteresownym na tyle żeby strony pogodzić.
    Na pewno najprostsza odpowiedź jest taka że ludzie potrzebują takiego sędziego sprawiedliwego, ludzie których niesprawiedliwość krzywdzi.

    Z moich dociekań wynika że Bóg nie potrzebuje być sprawiedliwym w swoim wnętrzu. Skoro dał ludziom wolna wolę (i jak Przykazania nie wystarczyły) to moglby być wobec siebie niesprawiedliwi i wymierzać sobie samosądy aż by się nauczyli dobrego, sprawiedliwego postepowania.
    Zwłaszcza po to przyszedł na świat Jezus Chrystus żeby się pokazać jako Sędzia sprawiedliwy - sprawiedliwy z miłości, i nauczyć nas bycia sprawiedliwymi z miłości.


    Pan mi powyżej zarzucał brak wykształcenia religijnego, a sam tu daje dowód pobieżnej znajomości spraw religii.
    Spotkałem kiedyś chłopaka który mi reklamował Kościół podobno chrześcijański do którego go właśnie zwerbowano. Wśród opisywanych spraw była i taka, że mają bardzo obszerną listę Obietnic Bożych wydobytych z całej Biblii. Nie zainteresowało mnie to bliżej, ale zwróciłem uwagę, że coś za dużo obiecują. Poczytałem i okazuje się że te Obietnice miały swoich adresatów, były aktualne w swoim czasie i miejscu. W rezultacie niewiele jest takich Obietnic, które by dotyczyć mogą zawsze i wszystkich.

    Teraz znów u Pana spotykam podobne rozumowanie co on mi przedstawiał. Pisze Pan:

    "Psalmista napisał, że Słowa Twoje Panie są duchem i prawdą. Zatem proszę nie wypisywać tych głupot, że w Dekalogu nie ma Ducha Bożego i dopiero przez wiarę dodajemy prawu Bożemu ducha.
    Szanowny Panie, w każdym Słowie Boga jest Duch Boży i raczej dokładać Pan nie musi swego ducha do Ducha Świętego ;)"

    Tutaj tak samo ducha trzeba wiązać z osobą, czasem i miejscem.
    Duch duchowi nierówny - każdy działa na swojej drodze i ku swojemu celowi.
    Wpychanie wszystkich duchów do jednego worka pachnie jakąś magią.
    W każdym Słowie Boga jest Duch Boży - ale na daną sytuację, i zmierzać może do całkiem innego celu jak my potrzebujemy. O rozróżnianiu duchów są książki.

    Ponadto ja nie piszę, że w Dekalogu nie ma Ducha Bożego, tylko że w Prawie nie ma Ducha Świętego.
    Prawo ma inne cele jak Duch, ciało i materia też mają inne cele jak duch człowieka i Duch Święty.

    Prawo Boże ma przede wszystkim na celu powstrzymanie grzeszenia i uczyć pierwszych kroków ku człowieczeństwu, ku panowaniu nad swoimi złymi skłonnościami. Jezus tu znacznie podniósł poprzeczkę, wskazał na wartość pokoju.
    Prawa nie zniósł, ale i ono jest już coraz mniej ważne.
    Przecież na tym żeby nie grzeszyć ludzkie powołanie się nie kończy.

    - Jest sprawiedliwość, która ma być czymś dla nas normalnym, jest prawość (z decyzją by rozróżniać dobro i zło i czynić dobro), która ma być czymś naturalnym, jest moralność (chroniona zwłaszcza przez rodzinę i naród), która ma chronić i promować życie nasze i naszych wspólnot oraz organizować moralny ład życia publicznego naszych organizacji, jest człowieczeństwo dojrzałe abyśmy dojrzewali do życia w godności osobowej, i w pokoju ze wszystkimi pragnącymi życia w pokoju.


    "to by znaczyło, że w Duchu Świętym nie ma pełni Ducha Boga Ojca i Ducha Boga Syna"

    Nie chcę juz rozwlekać, więc tylko spytam: jest Pan pewny że napisał to co chciał?
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 23:05:09
    "//Świat z miłością nakazaną to byłby "świat" szatana.//
    Szanowny Panie, to co Pan napisał jest SATANIZMEM par exellance !!!"

    Na pewno nie. Ja tylko usiłuję odkłamać to czym jesteśmy raczeni przez od dawna satanizowany świat.
    Musiał Pan nie czytać mojej notki:
    http://miarka-neon24pl.neon24.pl/post/145112,pierwszy-korporacjonista#comment_1481654

    Szatan w chwili buntu przeciw Bogu w związku z tym, że planowany przez Boga do powołania do zycia człowiek mógłby grzeszyć pokazał że jest tak dobry, że aż dobry nadmiernie.

    Dobry nadmiernie, bo nie patrzący na realne możliwości trwania dobra tak pojmowanego.

    Bóg nie nakłada na ludzi ciężarów nie do udźwignięcia.

    Niemożność grzeszenia w sytuacji różnych uwikłań materialno cielesnych niewątpliwie stwarzała by ludziom takie ciężary nie do udźwignięcia których nie zaznał szatan, który jako istota wyłącznie duchowa już z natury nie mógł grzeszyć.

    Tymczasem dobro nadmierne to już niemoralność za którą idzie zło najgorsze. A niemoralnym już mógł być, namawiać, zwodzić ludzi do grzechu, nawet zbrodni już mógł.


    W szczególności dobro nadmierne daje innym ludziom pobłażliwość co do czynienia zła, czy pozwala tolerować źle czyniących i gorszących innych w swoim otoczeniu, stoi np. za "mentalnością żony ciepietniczki", często i nawet bestialsko bitej, ale która wszystko wybacza.

    Przecież łatwe przebaczanie aktywnym krzywdzicielom to i krzywdzenie ich samych, bo przecież to utrwala ich stan grzeszności, przecież każdy grzech krzywdzi i jego sprawcę, i daje zły przykład innym...

    Przecież miłość nakazana to i przebaczenie nakazane, i ofiarność nakazana i to bez umiaru, i nieodpowiedzialność - nawet za potomstwo, które w sytuacji "dobra nadmiernego" bardzo cierpi" - w końcu to i brak nienawiści zła. - Zaczyna się "zło uprawnione"...

    Jak najbardziej potwierdzam, że za "nakazem miłości" stoi szatan.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 21:23:29
    "To tylko moderniści, chcą dzielić Boga na Boga Miłosiernego i Boga Sprawiedliwego!
    Ale Boga podzielonego nigdy nie było, nie ma i NIE będzie,bo Bóg NIE jest złożony z części!!!"
    "Bóg realnie istniejący, jest równocześnie, Boskim Miłosierdziem, wiecznie Boską Sprawiedliwością, Prawdą, Miłością i Mądrością!"

    Ani przez chwilę nie zamierzałem dzielić Boga na Jego "elementy składowe". Jest całością, i to doskonale zharmonizowaną, bez wewnętrznych sprzeczności.

    Bóg miłosierny i Bóg sprawiedliwy to ten Sam Bóg. Problem jest tylko na poziomie wartości (czyli ideału u Boga - u ludzi idei) i cnoty jaką jest miłosierdzie - w tym że jest on częścią składową składową sprawiedliwości - też wartości, idei i cnoty.
    - Tak jest u ludzi, i tak musi być u Boga na którego obraz i podobieństwo stworzeni jesteśmy, z tą różnicą, że ludzie żyjący w czasie muszą mieć tu swoje priorytety, a Bóg swobodnie może realizować wszystkie swoje idee naraz.


    Co do wypowiedzi księdza profesora, to mamy:
    "Nie ma Boga Miłosiernego, który nie byłby zarazem Odwieczną Sprawiedliwością i Odwieczną Prawdą.
    To tylko moderniści, chcą dzielić Boga na Boga Miłosiernego i Boga Sprawiedliwego!"

    Ksiądz Guz mówi tu jednym ciągiem raz "odwieczna Sprawiedliwość, a raz "Bóg Sprawiedliwy". Dla niego to nie przeszkoda raz użyć żydowskiego "Odwieczna Sprawiedliwość (w podtekście "Bóg jest sprawiedliwością"), a raz chrześcijańskiego "Bóg Sprawiedliwy" (czyli Bóg jest sprawiedliwy").
    Jestem przekonany, że w obu zdaniach jako chrześcijanin miał na myśli Boga sprawiedliwego.

    Te dziwne uosobienia w języku żydowskim mogą mieć sens, ale my przecież dysponujemy mową obfitującą w przymiotniki i nie tylko możemy, ale i powinniśmy tu być precyzyjni.
    A przekłamania grożą, bo skoro sprawiedliwość to relacja to daje się uosabiać tylko na zewnątrz, ale do wewnątrz już nie, o czym powyżej pisałem.

    A są takie kwiatki jak "Jestem Drogą, Prawdą i Życiem" nie przetłumaczone na chrześcijański, o czym pisałem w komentarzu poprzednim.

    Jeszcze dobitniej to mamy z pańskim twierdzeniem z pierwszych komentarzy do którego się dotąd nie odniosłem:
    "SYN BOŻY A WIĘC DRUGA OSOBA TRÓJCY ŚWIĘTEJ - JEZUS CHRYSTUS - JEST LOGOSEM, SŁOWEM WCIELONYM CZYLI TAKŻE WCIELONYM PRAWEM."

    Rozwinę szerzej bo to dobry przykład pod nasza dyskusję.
    To "wcielone prawo" to już narracja rzeczywistości przez prawo, fałsz. Zakłada że Przykazania Boże to Prawo, więc i mogą być traktowane jako odgórne zakazy i nakazy do których mamy naginać swoją wolną wolę, a więc postępować na sposób żydowski a nie chrześcijański dla którego motywacją powinna być najpierw sprawiedliwość, w tym miłość, wolność i odpowiedzialność.

    Z tym "logosem" to ciekawe, bo ten termin do filozofii to wprowadził Heraklit z Efezu kilka wieków przed Chrystusem.
    Spopularyzował go jednak chyba wyłącznie na szkodę chrześcijaństwa Filon z Aleksandrii (ok. 10 p.n.e. - 40 n.e., a więc z czasów Jezusa i krótko po), filozof i teolog żydowski.
    U Filona Logos stanowi przede wszystkim "zasadę prawdziwości przez prawa (myślenia, poznania i mówienia)".
    Odtąd wszystko można było dowodzić. W rękach nieuczciwych ludzi była to śmiercionośna broń, więc czy w dobrej intencji czy złej szybko się to rozeszło.

    Szybko stała się kluczowym terminem filozoficznym o wielu znaczeniach (w tym tak poślizgowe jak środki przekonywania i dowodzenia, nawet do pozorów, retoryka, a z czasem i zasada etyczna sięgajaca przeznaczenia.
    Niestety weszli w to wszyscy filozofowie, w tym i chrześcijańscy (z rozumieniem Logosu jako Umysłu Boga oraz sposobu, na jaki Bóg wpływa na świat).
    Może i to im było do czegoś potrzebne, tylko że nie widzieli tu sprzeczności z patrzeniem przez prawo lub patrzeniem przez sprawiedliwość i zaczęli wracać na drogę żydowską.


    Tak więc wracając: "Logos jest terminem oznaczającym wewnętrzną racjonalność i uporządkowanie czegoś: świata, duszy ludzkiej, wypowiedzi, argumentu".

    I teraz przyjdzie filozof i powie: Jezus Chrystus jest Logosem, czyli "wewnętrzną racjonalnością i uporządkowaniem: świata, duszy ludzkiej, wypowiedzi, argumentu...". Rozumiemy? - Nie ! - No bo jak? - Przecież to jest tylko przetłumaczone po łebkach. Za każdym razem trzeba by pytać Jezusa jak On coś rozumie?

    Ale przetłumaczyć z żydowskiego na chrześcijańskie to już mamy np.:
    Jezus Chrystus rozumuje racjonalnie i słowo Jego wprowadza uporządkowanie do: świata, duszy ludzkiej, wypowiedzi, argumentu...
    Tu już możemy szukać pomocy Jezusa kiedy mamy problem z uporządkowaniem.


    A teraz wracając do tematu: Bóg jest Sprawiedliwością, czy Bóg jest sprawiedliwy.
    Pierwsze sugeruje żeby za każdym postąpieniem rozważać wszystko czym jest sprawiedliwość, patrzeć pod kątem grożącego sądu z paragrafów, czekającego procesu, żyć w strachu lub szukaniu kłamliwych wytłumaczeń...
    ...drugie pozwala robić co się uważa za słuszne, prawe, mądre dobre - mamy całe długie listy tego co nam zawsze wolno robić, a nawet jakby się pojawiła jakaś niezgodność z prawem (oskarżycielem zawsze jest diabeł), to zawsze możemy liczyć na Boga, Sędziego sprawiedliwego, który uzna nasze racje wyższego rzędu.


    "//Miłość tak, ale jako decyzję uczuciową, bo jako cnotę, relację i łaskę to też nie - gdyby tu się ktoś uparł, to musiałby i uznać miłość za wewnętrzny przymus, a przebaczenie za obowiązek//
    Z Pana jest okropny - zdaje mi się przynajmniej, przepraszam za wyrażenie, ale - TUMAN !
    Uczucia to nie miłość ! Gdyby z miłością - jak Pan mówi wiązały się wyłącznie cnoty i uczucia, to nigdy by w Kościele nie można było ślubować sobie miłości. Miłość to osoba, to Bóg, który gdy jest obecny w rodzinie, to gwarantuje jej istnienie i rozwoj. Małżeństwo to układ trzech bytów; Boga, Męża i Żony.
    Wyproszenie Boga z rodziny skutkuje jej rozpadem, destrukcją, unicestwieniem, etc

    Ładne to pańskie dopowiedzenie, zrozumiałe (raczej nie dla każdego), tylko że ... pod złym adresem.
    Ja nigdzie nie napisałem że miłość jest uczuciem i sam na to zwracam uwagę.

    Niemniej jednak w przetłumaczeniu "na chrześcijańskie" to ja bym tu napisał, że
    "miłość to decyzja uczuciowa dotycząca miłości jako cnoty, jako zdolności do działania w danym zakresie,
    jako własnej łaski w gotowości udzielania ze swego obiektowi miłości, czy składania mu darów łaski, gotowości służby, ofiary i poświęcenia
    - to nasza decyzja wolnej i świadomej oraz dobrej woli dotycząca naszych relacji międzyosobowych - na dobre i na złe, raz na całe życie.
    W miłości inicjatywa wychodzi od Boga, człowiek w obiekcie miłości odnajduje kochane cechy Boga (choćby ich iskierki na początek) i dzięki temu wyraża swoją wzajemną miłość do Boga, kierując ją ku danemu człowiekowi,
    ale z Bogiem jako docelowym adresatem tej miłości.
    Nawet w najtrudniejszych miłościach, w tym w małżeństwie ("to układ trzech bytów; Boga, Męża i Żony") jest dokładnie tak samo.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Donpedro 06:06:41
    "Poznasz Prawde a Prawda Cie WYZWOLI. A wiec Kto jest ta Prawda Ta PRAWDA JEST CHRYSTUS ZBAWICIEL. Poznasz Chrystusa bedziesz wolny od smierci .Dlatego czlowiek musi sie narodzic na nowo z WODY I DUCHA. Przez Chrzest w imie Chrystusa. A smierc panowac nad nim nie bedzie.To wszystko jest z wiary w Jezusa Chrystusa. To jest dobra nowina dla GRZESZNIKOW. Wszyscy jestesmy w GRZECHU. Jestesmy niewolnikami SMIERCI.Chrystus jest Droga i Prawda".

    Tu też można patrzeć spojrzeniem żydowskim lub chrześcijańskim.

    Mamy np. przetłumaczone" Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem", tylko że to jest na styl żydowski, dosłowny, z ubóstwem przymiotników.
    Jakimś dziwnym trafem to nie jest przetłumaczone na mowę chrześcijańską.
    A wchodzą w rachubę np takie tłumaczenia jak:
    "Ja jestem przykładem drogi życia w prawdzie",
    albo "Ja jestem przykładem że można przejść przez życie głosząc prawdę"
    czy "Droga którą wam pokazuję to prawdziwa droga życia (prowadząca do życia wiecznaego).
    a mogłoby to być i tak przetłumaczone: "Jestem tu aby wam pokazać jak iść przez życie jako prawdziwy Izraelita w którym nie ma podstępu".

    Święty Jan Apostoł tak opisał powołanie apostoła Natanaela w J 1,43-51:
    "Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: Pójdź za Mną! Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Rzekł do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz. Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym. Odpowiedział Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela! Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem powiedział do niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego".

    Natanael był właśnie takim "prawdziwym Izraelitą w którym nie ma podstępu" który został szczególnie doceniony przez Jezusa.

    Prawda też "wyzwoli", ale wyzwoli ducha uwięzionego w fałszu i podstępie (czyli manipulacji), ducha który zawsze musi być na drodze ku życiu i u jej celu. To nie magia z tu "poznaniem prawdy" - za nim musi iść i działanie w wolnej już woli.

    Można więc i przetłumaczyć: "Słuchajcie mnie a poznacie prawdę która was wyzwoli duchowo tak, abyście mogli kroczyć ku życiu".

    Za tym idzie i rozróżnienie wiary w Boga od wiary Bogu.
    Według pierwszej starczy wierzyć w Boga, a już spotka nas samo dobro, według drugiej ne starczy, bo jeszcze trzeba wierzyć Bogu - czyli iść przez życie czyniąc dobrze nie tylko jak przykazał, ale i korzystając z nauki i przykładu Jezusa oraz prowadzenia Ducha Świętego, z łask których nam udzielił i darów którymi nas obarzył w odpowiednim celu, korzystając z otrzymanych od Niego sił, środków, umiejętności, doświadczeń i mozliwości działania oraz ludzi stawianych na naszej drodze.

    Wiara w Boga to właściwie wiara w Prawo Boże. Czyż litera Prawa może zbawiać? Czyż to droga dla wszystkich?
    Natomiast wiara Bogu to już wiara w Boga sprawiedliwego.


    Jest tu i odpowiedź Autorowi notki W KWESTII JEJ TYTUŁU - że w spojrzeniu na naszą rzeczywistość przez Prawo Boże nie ma Ducha Świętego, natomiast przez wiarę Bogu sprawiedliwemu Ducha Świętego spotykamy.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Husky 15:07:56
    Nie. To tylko jedna trzecia klucza do zagadki.
    Kulczyk to "partnerstwo publiczno prywatne", czyli kolonizacja Polski przez korporacje prywatne (do których można zaliczać i jego holding) pod hasłem prywatyzacji zysków, a uspołecznienia strat i kosztów.

    Tu, w sprawie TP SA jednak była sprawa bardziej zawiła
    1. - prywatyzaca tego, co nigdy sprywatyzowanym być nie powinno, a przeciwnie - powinno być szczególnie chronionym przez państwowy kontrwywiad
    2. - zakup TP SA czyli klasyczne partnerstwo-publiczno prywatne
    3. - przekazanie TP SA Francuzom i i to wyrażnie w układzie partnerstwa publiczno-prywatnego odwróconego, czyli takiego, że to państwo francuskie i jego tajne struktury przejmują korzyść.

    Razem 1-3 to pełna zdrada Polski na rzecz Francji.
    Dlaczego Kulczyk musiał zniknąć..!
  • Autor
    Francuzów już wcześniej ciągnęło do TP SA. Bodajże w roku 1996 byłem na spotkaniu w jednym z oddziałów TP SA w którym miała być robiona modernizacja według technologii francuskiego Alcatela. (tylko jednym i nie wiem jak się to skończyło).
    W takcie wyszło że ponad połowa instalowanego systemu miała być wyłączona z dostępu strony polskiej. Zainteresowany spytałem kogoś na boku, to mi wyjaśnił że to by dawało Francuzom nieograniczone możliwości podsłuchiwania rozmów telefonicznych w całej Polsce.
    Dlaczego Kulczyk musiał zniknąć..!
  • @Janusz Górzyński 05:46:02
    "Norwid ubolewał, że mamy "wiele narodu", ale "nie ma w nim społeczeństwa".
    Spoleczeństwo - to dla romantyków polskich - to była elita elit złożona z osób, zdolnych do realizowania wspólnotowych dzieł wielkiego znaczenia, ale zgodnie z tą szkołą myślenia, nie każdy człowiek jest osobą, gdyż osoba to treść duchowa ponad przeciętność i zawsze zjednoczona z Jahwe a więc święta".

    No tak, mógł powiedzieć "w definicji Norwida" - tylko czy nie powinien tego zaznaczyć?
    A jak nie zaznaczył, to i tręś tego słowa trzeba już kojarzyć ze wspólczesnym nam rozumieniem.


    "A to co Pan napisał, to już prawdziwy hit !!!
    //"Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym".
    To typowa władza w narodzie władza oddolna, "władza równająca w górę", władza sprawiedliwa.//
    Władza pochodzi zawsze z góry, z Bożej Łaski, bo z piekła, z dołu, to może pochodzić tyrania demoniczna hitlerowców, banderowców, komunistów, liberałów i tym podobnych".

    Nie. Prawdziwym hitem to było:
    "„Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich” (Mk 10,42-44)."...
    ... a potwierdzeniem tego było "umywanie Władcy stóp swoim poddanym", wraz z towarzyszącym temu wezwaniem aby tak postępowali wobec siebie wzajemnie.
    To był wzór "równania w górę".

    Władza pochodzi od Boga, ale oddolnie, płynnie, w ciągłości duchowej, czyli sprawiedliwie.
    - Nie z racji prawa, które ze swojej natury jest odgórnym, a z racji miłości i sprawiedliwości, które ze swojej natury są oddolnymi.

    I odwrotnie - to tyrani i uzurpatorzy - bandyci, gwałciciele, szantażyści, wymusiciele i terroryści przychodzą ze swoja władzą odgórną.


    ""Służyć znaczy królować"/ Papież jest Sługą sług, albowiem jest namiestnikiem Króla królów i Pana panów.
    W normalnych czasach papież namaszczał królów, etc."

    Niby Pan oponuje, a znów potwierdza to co ja piszę :-)?
    Jednak oddolnie - "równając w górę" i oczekując "równania w górę" poddanych króla, czyli najpierw sprawiedliwości, później prawa.

    Przecież cały czas mi o to chodziło.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 05:13:48
    "USPRZECZNIONY WEWNĘTRZNIE TO MOŻE BYĆ PAN MARKA ALE NA PEWNO NIE PAN BÓG.
    To już jest nudne. Nie mam specjalizacji w pedagogice specjalnej. Dlatego uprzejmie kończę.
    O to bez odzewu"

    Ja też kończę i nie proszę o odpowiedź, ale czuję się zmuszony do napisania notki. Temat wymaga kontynuacji. Też mam swoje powtórzenia.
    Ponadto język żydowski jest ubogi w przymiotniki, to pewnie stąd to przekłamanie, ale pierwszy raz się spotykam z twierdzeniem że Bóg jest Sprawiedliwością.

    Mówiąc po chrześcijańsku, to Bóg jest sprawiedliwy, ale nie jest Sprawiedliwością.
    Właśnie w tym problem że prawo do wewnątrz można sobie narzucać, ale do wewnątrz nie da się być sprawiedliwym - jak ktoś by się uparł to wpada w zakłamanie.
    Nie da się uosobić sprawiedliwości bo to relacja.
    Łatwo się o tym przekonać patrząc że trzeba by jeszcze uosabiać i inne elementy składowe sprawiedliwości: wiarę, nadzieję, odpowiedzialność, wolność, równość i braterstwo. - Miłość tak, ale jako decyzję uczuciową, bo jako cnotę, relację i łaskę to też nie - gdyby tu się ktoś uparł, to musiałby i uznać miłość za wewnętrzny przymus, a przebaczenie za obowiązek.
    Tak więc nie było by i wolnej woli do wybierania grzechu, ale i ofiary czy poświęcenia - musielibyśmy być już aniołami albo szatanami... Miłość ma sens wyłącznie jako dobrowolna. Nie był by potrzebny Sąd Ostateczny gdyby miłość była nakazana - starczyłby automat.
    Świat z miłością nakazaną to byłby "świat" szatana.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 23:05:51
    "„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. (…) Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje” (J, 14,15.21). "

    To muszę podkreślić że przykazania Boże są z miłości Bożej i dla naszej miłości wzajemnej do Boga.
    Miłość zaś jest relacją zewnętrzną, relacją sprawiedliwości, ale nie prawa, bo prawem się jej nie da nakazać ani zabronić.

    Trudno o bardziej dobitnie wyrażony konflikt między prawem a sprawiedliwością.


    "„Bóg chciał aby w społeczeństwie istnieli ludzie, którzy mają władzę nad innymi” –ks. prof. Tedeusz Guz'

    Nie zgadzam się. Tu prawdopodobnie jest przejęzyczenie - powinno być "w społeczności", "we wspólnocie", "w rodzinie", czy "w narodzie, ale nie "w społeczeństwie".
    Społeczeństwo ze swojej natury może posiadać elementy aspołeczne, a więc i niemoralne. Takim nad sobą władzy oddawać nie wolno, tacy gdyby doszli do władzy politycznej, musieli by się spotykać z naszym obywatelskim nieposłuszeństwem.
    W ST jest nawet zalecenie mądrościowe, aby "władzy nad sobą nie oddawać nikomu".

    "Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym".

    To typowa władza w narodzie władza oddolna, "władza równająca w górę", władza sprawiedliwa.


    Oczywiście nie zawsze można wyrażać to "obywatelskie nieposłuszeństwo", ale i władca może nie być sprawiedliwym (w tych warunkach jeszcze żyć się daje), ale moralnym to być już powinien bo mu nikt nie zaufa, bo niczyje życie przy nim pewne nie będzie.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 22:18:23
    "Uważam, że błędnie prezentuje Pan problem prawa Bożego i sprawiedliwości.
    Otóż według mego rozeznania nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy prawem Bożym a sprawiedliwością.
    Prawo Boga jest sprawiedliwe! Jest sprawiedliwością. W Sumie św. Tomasz z Akwinu piszę, że prawo Boże daje szczęście i w innym miejscu, iż sprawiedliwość Boga daje szczęście. Już na tym przykładzie widzimy, że prawa Boże i sprawiedliwość to to samo".

    Jest, jest. Prawo ma wymiar wewnętrznego lub zewnątrznego. Sprawiedliwość dotyczy relacji, jest więc tylko zewnętrzna.

    I sprawiedliwość i prawo mogą dostarczać szczęścia tego samego rodzaju - właśnie i tylko w aspekcie zewnętrznym.
    Nie istnieje sprawiedliwość odnoszona do wnętrza.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 21:49:17
    Dzięki za obszerną odpowiedź. Tym razem to już będę musiał dłużej poczytać.

    Jednak rzucając okiem na tekst parę krytycznych uwag już mam:
    "A właśnie sam Bóg rozkazał Abrahamowi, by zabił własnego syna
    niewinnego, oraz pozwolił Żydom na zabranie kosztownych naczyń z Egiptu.
    Doktor Anielski wyjaśnia, że te fakty biblijne nie przeczą niezmienności
    samego prawa naturalnego. Tu właściwie nie zachodzi zniesienie zakazu
    (zabójstwa, kradzieży), lecz tylko usunięcie materii z zakresu prawa
    obowiązującego. Na skutek interwencji Pana Boga, bezwzględnego pana życia i mienia ludzkiego, przedmiot utracił złość wewnętrzną (36).'

    To są właśnie skutki tłumaczenia wszystkiego przez prawo.

    Święty w swojej najlepszej intencji wiary, mimo iż nie rozumiał istoty problemu pozostał przy prawie.
    I to i tu trzeba jednak było logiki przez moralność.
    Cała ta sprawa kojarzy się z tłumaczeniem ruchu gwiazd i planet w tamtych czasach - według niego to aniołowie przemieszczali ciała niebieskie.

    A tak w ogóle to przedmioty nie mają złości wewnętrznej.
    Nie to jest złe, co do wnętrza człowieka wchodzi, tylko to co z niego wychodzi czyni złym.
    Nie miecz trzeba karać za zło które wyrządza, a rękę co go trzyma, podobnie i nie tyle sprawcę bezpośredniego, co tego kto mu kazał, lub zlecił zbrodnię.


    Gdzieś mi też mignęło że ludzie organizuja się w rodziny i państwa, a nie wspomniano o narodach.

    Tu też jest przekłamanie w intencji wywyższenia prawa nad moralność. - Bardzo w dzisiejszych czasach destrukcyjne.

    Państwa i władze państwowe podlegają prawu politycznemu, ale narody już nie - one je stanowią, bo same są ostoją moralności. - Owszem członkowie narodów później temu prawu podlegają, ale jako obywatele.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 19:04:08
    "Z tego co Pan pisze wynika expresis verbis i to, że ma Pan św. Jana Pawła II, albo ks. prof. Tadeusza Guza, ks. prof. Remigiusza Sobańskiego, etc. - ZA KOMPLETNYCH IDIOTÓW NIEZDOLNYCH DO RACJONALNEGO NAMYSŁU I LOGICZNYCH WYWODÓW ORAZ PRAWIDŁOWYCH DIAGNOZ".

    Mocne, ale i ja mam mocną odpowiedź:


    "KKK 156 Racją wiary nie jest fakt, że prawdy objawione okazują się prawdziwe i zrozumiałe w świetle naszego rozumu naturalnego. Wierzymy z powodu "autorytetu samego objawiającego się Boga, który nie może ani sam się mylić, ani nas mylić". "Aby jednak posłuszeństwo naszej wiary było zgodne z rozumem, Bóg zechciał, by z wewnętrznymi pomocami Ducha Świętego były połączone także argumenty zewnętrzne Jego Objawienia" 20. Tak więc cuda Chrystusa i świętych 21, proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich", są "racjami wiarygodności", które pokazują, że "przyzwolenie wiary żadną miarą nie jest ślepym dążeniem ducha" 22.

    157 Wiara jest pewna, pewniejsza niż wszelkie ludzkie poznanie, ponieważ opiera się na samym słowie Boga, który nie może kłamać. Oczywiście, prawdy objawione mogą wydawać się niejasne dla rozumu i doświadczenia ludzkiego, ale "pewność, jaką daje światło Boże, jest większa niż światło rozumu naturalnego" 23. "Dziesięć tysięcy trudności nie powoduje jednej wątpliwości" 24.

    158 "Wiara szuka rozumienia" 25: jest charakterystyczne dla wiary, że wierzący pragnie lepszego poznania Tego, w którym złożył swoją wiarę, i lepszego zrozumienia tego, co On objawił; głębsze poznanie będzie domagać się z kolei większej wiary, coraz bardziej przenikniętej miłością. Łaska wiary otwiera "oczy serca" (Ef 1, 18) na żywe rozumienie treści Objawienia, czyli całości zamysłu Bożego i tajemnic wiary, ich związku między sobą i z Chrystusem, który stanowi centrum Tajemnicy objawionej. Aby "coraz głębsze było zrozumienie Objawienia, tenże Duch Święty darami swymi wiarę stale udoskonala" 26. W ten sposób, według powiedzenia św. Augustyna, "wierzę, aby rozumieć, i rozumiem, aby głębiej wierzyć" 27.

    159 Wiara i nauka. "Chociaż wiara przewyższa rozum, to jednak nigdy nie może mieć miejsca rzeczywista niezgodność między wiarą i rozumem. Ponieważ ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, złożył w ludzkim duchu światło rozumu, nie może przeczyć sobie samemu ani prawda nigdy nie może sprzeciwiać się prawdzie" 28. "Dlatego badanie metodyczne we wszelkich dyscyplinach naukowych, jeżeli tylko prowadzi się je w sposób prawdziwie naukowy i z poszanowaniem norm moralnych, naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze, sprawy bowiem świeckie i sprawy wiary wywodzą swój początek od tego samego Boga. Owszem, kto pokornie i wytrwale usiłuje zbadać tajniki rzeczy, prowadzony jest niejako, choć nieświadomie, ręką Boga, który wszystko utrzymując, sprawia, że rzeczy są tym, czym są" 29."


    Tak więc z KKK 156: "Tak więc cuda Chrystusa i świętych 21, proroctwa, rozwój i świętość Kościoła, jego płodność i trwałość "są pewnymi znakami Objawienia, dostosowanymi do umysłowości wszystkich".

    Spojrzenie żydowskie z czasów Ojawienia im Dekalogu pozwalało w dostosowaniu do ich umysłowości uznać go za Prawo Boże.

    Podparte zostało Prawem Mojżeszowym, które przez kilkaset lat nie było dostosowywane "do umysłowości wszystkich" (moim zdaniem już po śmierci Mojżesza powinno nastąpić jego pierwsze dostosowanie, przede wszystkim zmierzając do przejścia od żydowskiej mentalności niewolniczej do mentalności ludzi wolnych), i tak przetrwało do czasów Jezusowych - w szczególności utrwalając traktowanie Przykazań Bożych jako Prawa Bożego.


    Przyszedł Jezus, i nie głosił rewolucji - też "dostosował sie do umysłowości wszystkich" - wszak swoją Ewangelię kierował najpierw do żydów.
    W sczególności rewolucji semantycznej robić nie mógł, jednak przejście od prawa do sprawiedliwości już zaznaczał wyraźnie.
    Znacznie dalej poszedł święty Paweł w Apostołowie, ale i oni nie poważyli się na rewolucję.
    Sprawa pozostała w zawieszeniu, bo ludzie wielkiej wiary jakimi byli pierwsi chrześcijanie nadążali swoją umysłowością z tłumaczeniem języka prawa na język sprawiedliwości.

    To powodowało że całe tłumaczenie Słowa Bożego było dostępne tylko dla najświetlejszych umysłów oraz świętym, dotykanych Duchem Świętym.
    Stąd i pańskie przeciwstawianie temu co piszę takich autorytetów jak: św. Jana Pawła II, albo ks. prof. Tadeusza Guza, ks. prof. Remigiusza Sobańskiego, etc.

    Oczywiście według "KKK 157 Wiara jest pewna, pewniejsza niż wszelkie ludzkie poznanie, ponieważ opiera się na samym słowie Boga, który nie może kłamać. Oczywiście, prawdy objawione mogą wydawać się niejasne dla rozumu i doświadczenia ludzkiego, ale "pewność, jaką daje światło Boże, jest większa niż światło rozumu naturalnego" "

    Tak więc oni to mogą wszystko doskonale rozumieć, mogą nam dostarczyć wnioski, ale wciąż tego nie są w stanie przełożyć na nasz rozum.
    Przyszedł protestantyzm, a oni dalej nie podjęli tłumaczenia. Dawniej protestantyzm i judaizm były zewnętrzne - ale dziś już działać trzeba, bo już zaczęły niszczyć Kościół od środka.


    Jednak wg "KKK 158 "Wiara szuka rozumienia" 25: jest charakterystyczne dla wiary, że wierzący pragnie lepszego poznania Tego, w którym złożył swoją wiarę, i lepszego zrozumienia tego, co On objawił; głębsze poznanie będzie domagać się z kolei większej wiary, coraz bardziej przenikniętej miłością".

    Wiernym nie starczą "mądrości przetrawione" przez kościelne autorytety, potrzebują je ogarniać i swoim rozumem.
    A przecież oręż duchowy jest nam tu niezbędny bo "świat" jest nam jak nigdy dotąd wrogi, agresywny, manipuluje, zwodzi...

    No i najmocniejsze:
    "KKK 159 Wiara i nauka. "Chociaż wiara przewyższa rozum, to jednak nigdy nie może mieć miejsca rzeczywista niezgodność między wiarą i rozumem. Ponieważ ten sam Bóg, który objawia tajemnice i udziela wiary, złożył w ludzkim duchu światło rozumu, nie może przeczyć sobie samemu ani prawda nigdy nie może sprzeciwiać się prawdzie"

    Skoro już mieliśmy objawione że sprawiedliwość jest ważniejsza w poznaniu rzeczywistości dla kierowania się wolną wolą jak prawo - sprawiedliwość rozpoczynana od wiary, nadziei i miłości, a nadto nasz rozum to już element naszej natury otrzymanej od Boga, więc i zgodność wiary z rozumem musi być - czyli "nigdy nie może mieć miejsca rzeczywista niezgodność między wiarą i rozumem".

    Moim zdaniem nie da się już dłużej bronić prawa, które się chce wywyższać nad sprawiedliwość - nawet kiedy jest to Prawo Boże - Przecież mamy i Sprawiedliwość Bożą.
    I to w randze Prawdy Wiary:
    "2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze".
    Wynagradza i karze według swojej Sprawiedliwości, a nie według swojego Prawa.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?
  • @Janusz Górzyński 16:19:47
    "GDYBY CZŁOWIEK BYŁ SAMOTNĄ WYSPĄ, TO BY PRAW NIE POTRZEBOWAŁ, LECZ BÓG STWORZYŁ CZŁOWIEKA JAKO BYT SPOŁECZNY I RELACYJNY".

    To tym bardziej praw nie potrzebuje, bo dopóki mu się ten aspekt społeczny i relacyjny nie poukłada, to najpierw mu trzeba moralności - przecież najpierw musi przeżyć, najpierw musi pracować dla wspólnoty, najpierw musi zachować człowieczeństwo, najpierw musi się nauczyć więcej dawać jak brać.
    Prawem tego wymusić nie idzie.
    Prawo to tylko wartość polityczna, nie ludzka. Ze swojej natury dotyczy brania, nie dawania.
    Dopiero sprawiedliwość dotyczy dawania.


    "Już w raju wydał zakaz spożywania owocu z drzewa poznania dobra i zła.
    Raju, gdzie była pełna harmonia także z woli Boga obowiązywało prawo".

    To nie był zakaz, tylko pouczenie, czy przestroga, a nawet mądrość, bo od razu było wytłumaczenie że taka jest natura tego drzewa, i zjedzenie tego owocu, a nawet dotykanie go grozi śmiercią.

    Prawo to by chroniło drzewo przed nimi - ostrzeżenie, przestroga, czy mądrość chroniły pierwszych ludzi przed tym owocem.

    Nie ma żadnego powodu żeby to nazywać prawem.


    Podobnie i cytowane Psalmy.
    One w gruncie rzeczy są przeciw trakrowaniu Przykazań Bożych jako Prawo Boże, bo zachęcają do wgłębiania się w treść i cel Przykazań, akcentują potrzebę sprawiedliwości i prawości.


    "W ciekawy sposób głębię Bożych przykazań pokazywał Jezus. Jak jest napisane, przyszedł On, żeby „wypełnić wszelką sprawiedliwość” [Mt 3,15]. Inaczej mówiąc, miał pokazać, na czym polega wypełnianie Bożego prawa. To właśnie w Jego postępowaniu znajduje się wykładnia wszystkich dziesięciu przykazań. W niesamowity sposób komentował też Boże przepisy (w kazaniu na górze, w rozmowach z uczniami i z uczonymi w piśmie). Za każdym razem nie wyznaczał granic grzechu, ale odwoływał się do doskonałego wzoru, który Bóg dał ludziom."

    Jak można tak opacznie wnioskować?
    Przecież „wypełnić wszelką sprawiedliwość” [Mt 3,15] wcale nie znaczy iż "miał pokazać, na czym polega wypełnianie Bożego prawa".

    Na drodze wypełniania praw nie idzie osiągnąć sprawiedliwości (u świętego Pawła jest tylko jeden wyjątek - że wszystkich naraz).

    Owszem, Jezus przeszedł tą drogę, problem iż pokazał że ona kończy się śmiercią.

    Sprawiedliwość się osiąga nie idąc od strony prawa, a od strony ludzkiej duchowości - świętości Boga, człowieczeństwa dojrzałego, dalej moralności i prawości - i dopiero praktykowania cnót sprawiedliwości.


    "Pojawia się oczywiście pytanie, czy jeśli Bóg nie daje ścisłego zakazu w jakiejś sprawie (w Biblii mamy tylko wzorzec), to może odejście od tego wzorca nie jest grzechem? Może powinniśmy przyjąć, że jeśli mamy w Biblii wyraźny zakaz lub nakaz, to jest to nasz obowiązek, natomiast jeśli jest podany tylko wzór postępowania, to jego naśladowanie jest jakby zadaniem „z gwiazdką” (nadobowiązkowe), tylko dla nadgorliwych…

    Mniej więcej do takich wniosków doszli faryzeusze. Zamiast patrzeć na ideę prawa, cel przepisów, wzorzec Bożego postępowania, pilnowali nakazów i zakazów."

    Moim zdaniem każdy kto będzie patrzył na naszą rzeczywistość "przez prawo" dojdzie do takich wniosków.

    Zakazy i nakazy, a za to "prawa" - inaczej mówiąc interesowność. - Czemu mielibyśmy myśleć, że Bóg takiego życia dla nas chce?

    Niewolnicy patrzą na obowiązki - ludzie wolni na odpowiedzialność za dobre efekty swoich poczynań. Nam trzeba patrzeć "przez Ducha".
    A odpowiedzialność to jeden z najważniejszych elementów sprawiedliwości.

    Jezus w Kanie Galilejskiej zanim się zabrał za cud przemiany wody w wino, pokazał różnicę w myśleniu żydowskim a chrześcijańskim.
    Jego pierwsze słowa na wieść o tym, że brakuje wina były: "Czyż to moja lub Twoja sprawa Niewiasto?". - Najpierw zareagował jak żyd. - Nie było obowiązku, mógł nic nie robić.
    Prawo nie nakazywało.
    Z pozycji sprawiedliwości, a więc i odpowiedzialności jednak miał wolność działania i zadziałał.

    Moim zdaniem to najlepszy dowód na to, że Jezus od początku zmierzał od prawa ku sprawiedliwości.
    Czy Duch Święty wyparował z Kościoła katolickiego ?

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031