Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
211 postów 3247 komentarzy

Najpierw sprawiedliwość

miarka - ...nie przestajmy czcić świętości swoje I przechowywać ideałów czystość; Do nas należy dać im moc i zbroję, By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość. http://www.youtube.com/watch?v=1Tw0_BtJ3as

Jedyna nadzieja w demokracji

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Trzeba odkłamać kłamstwa i manipulacje wokół demokracji; - to idea, czy ideologia? - to wybieranie władzy przez Naród, czy również rządzenie narodu jako Suwerena nad wszystkimi innymi władzami w Państwie? - relacje demokracji do zła i matrixu.

Demokracja spotyka się dziś z dość powszechną krytyką, lub przeciwnie - z zapamiętałą obroną bez względu na stronę moralną zarzutów.
Tak z jednego, jak i z drugiego pożytku jednak nie ma, bo prawie zawsze chodzi tu o demokrację rozumianą jako ideologia. - Jednemu rodzajowi demokracji jako ideologii przeciwstawiany jest inny rodzaj demokracji jako ideologii. Nawet jak w wyniku krytyki zostaje coś pod opinię publiczną poprawione to tylko częściowo, a więc w dalszym ciągu będzie to ideologia, a więc i będzie w tak rozumianej demokracji miejsce dla elementów patologiczych.
Obie te "demokracje" to patokracje, a ich zmaganie się też jest tylko ustawką, jest odwracaniem uwagi od spraw istotnych, jest tematem zastępczym dla procederów, do których by świadoma społeczność państwowa nigdy nie dopuściła.


Kto w tej sytuacji popiera jedno czy drugie uważając je za dobre i właściwe, albo nawet wybiera swoją drogę w przeciwieństwie do tego co mu się nie podoba, ten wpadł.
Przedstawiałem już obrazek z taką sytuacją.


 
Z początku widać tylko drogę w górę lub w dół. I na taką sytuacje nakłada się jeszcze ideologia motywująca tak intensywnie, że człowiek widzi tylko te dwie możliwości. W efekcie w obu przypadkach - obojętnie co wybierze -  ląduje się w przepaści. To już tylko kwestia czasu

A dlaczego?
Bo zgodnie z zasadą opisaną w przedstawianym już Pierwszym Paradoksie miarki "Przeciwieństwem dla zła jest inne zło".
Rzecz w tym, że kiedy ograniczamy się do wyboru między dobrem a złem, jesteśmy tylko poganami.

- Reagujemy, nie działamy ku lepszemu jak dobre, ku doskonałości, ku temu co najlepiej służy życiu. - Jesteśmy skłonni do tolerancji zła w swoim otoczeniu, a nawet do równouprawniania dobra i zła.

- Jesteśmy skłonni do dostosowywania się do otoczenia nawet za wszelką cenę.

- Patrzymy najpierw na swoją korzyść na "tu i teraz", a o przyszłość, zwłaszcza w wymiarze społecznym i wspólnotowym martwimy się później.

- I troche pożyjemy, ale tak naprawdę to tą ceną jest zwykle, szybka, niespodziewana i bezpotomna śmierć.
Takie dostosowywanie się do otoczenia jest motywowane materialistycznie, zwierzęco, czy roślinnie. - Jest grzechem - stanem odczłowieczenia.
Tylko w czystych ideach, w dążeniu do doskonałości jest człowieczeństwo, życie i dobro.

Zazwyczaj mamy do czynienia z manipulacjami naszą świadomością oraz wolnością i dobrocią woli, czyli nakłanianiami nas do złej dla nas, na pozór naszej samodzielnej decyzji na jeden sposób przedstawiany nam jako szczególnie atrakcyjny. - Inne rozwiązania pozwalają nam uniknąć błędu, który się ujawnia już po podjęciu decyzji.

W martixie mamy na pozór wybór między dwoma dobrymi możliwościami, ale obie są tragicznie złe, tylko że niełatwo to w chwili podejmowania decyzji zauważyć. - Pozostałe wydają się bardzo złe, przy czym ukryty ustawiacz matrixu jeszcze zabiega, by te inne możliwości wydawały się być bardzo złymi, trudnymi i nieopłacalnymi, żeby je wyeliminować, a wybierać tylko między dwoma głównymi.

W fałszywych, ideologicznych formach demokracji mamy do czynienia z oboma tymi manipulacjami.

Nie popadnie w pułapkę matrixu ten, kto kieruje się czystą ideą, kto robi to, co powinno być zrobione bez względu na korzyści osobiste, kto jest najpierw służebnym, a dopiero wtedy, kiedy służbę idei - np. dobru wspólnemu spełni, wokół tego co już jest (dobrze to kojarzyć sobie z Bogiem jako Jestem Który Jestem), organizuje sobie swoją sferą zaspokajania potrzeb osobistych.

W szczególności nie popadnie ten, kto nie śpi na jawie, kto panuje nd swimi emocjami, kto nie ufa nikomu nadmiernie.


System ustroju demokratycznego opiera się o ideę demokracji jako sprawiedliwości wspólnoty zamknietej, czyli ideę sprawiedliwosci wspólnotowej (nie mylić ze "sprawiedliwością socjalistyczną" bo to tylko ideologia bez żadnego realnego oparcia, a więc sami socjaliści decydują co jest sprawiedliwe - w pełnej analogii do żydowskiego pojęcia antysemityzmu, kiedy to sami Żydzi chcą decydować o tym co jest antysemityzmem pod swoje doraźne potrzeby (podobnie jak chcieeliby decydować co jest semityzmem gdyby ich przymuszać do operowania tą definicją)).


I w jednym i w drugim przypadku chodzi o superpatologię wynoszenia władzy nad prawo, a nadto i prawa nad politykę, i jeszcze polityki nad naród, którego państwo jest.
Wszystko odwrotnie do naturalnych relacji.
- Nade wszystko zaś chodzi o wynoszenie polityki w sferę mitologii zastrzeżoną dla jakichś "wybranych", np. "władz demokratycznie", czy "kapłanów ideologii prawnictwa", albo dowolnych "stworów" ze sfery abstrakcji i wirtualizmu. Oczywiście to przenoszenie w życiu realnym nie jest możliwe dopóki naród czuwa, dopóki polityka jego państwa to jego wyłączne, niezbywalne władztwo.

Pada np. zarzut że że demokracja nie zajmuje się walką ze złem. Jednak tak jest i tak ma być bo kwestie dobra i zła, to kwestie naszej prawości, nie demokracji, a więc i nie sprawiedliwości.

Nawiasem mówiąc to ten sam zarzut - że nie zajmuje się walką ze złem można postawić i sprawiedliwości.

W rzeczywistości to praworządność zajmuje się zwalczaniem zła opisanego jako naganne i podlegające karaniu według prawa państwowego.
Sprawiedliwość zaś to idea, wartość, ją wciąż odkrywamy w jej pięknie i doskonałości jako pochodzącej od Boga.

Sprawiedliwość już według jej podstawowego znaczenia: „Oddać każdemu co mu należne” ma oddawać każdemu to, co mu jest potrzebne dla wypełniania jego powołań, do skutecznego działania na rzecz wzrostu ludzi w ich człowieczeństwie, zaczynając od ich osadzenia w naturze świata Bożego i w społecznościach.

Sprawiedliwość ma wspomagać ludzi w ich działaniach na rzecz ich odpowiedzialnie widzianej przyszłości. Działania tak na odcinku ich bezpośredniego osadzenia w rzeczywistości, jak i odpowiedzialności za ogół społeczności w których żyje – najpierw zamkniętych.


Tym samym w sensie wartością, inaczej mówiąc ideą jest i demokracja jako sprawiedliwość wspólnotowa.
To właśnie ją wydzielamy ze sprawiedliwości w ogóle jako priorytetową względem tego co egoistyczne, indywidualistyczne i osobiste, a  po to żeby to jej potrzeby zaspokajać w pierwszym rzędzie, aby w pierwszej kolejności chronić najpierw to, co jest bardziej użyteczne społeczne.
Natomiast gdyby chcieć odwrócić kolejność realizacji na to najpierw co bardziej osobiste i indywidualistyczne dostajemy bardzo paskudną ideologię liberalizmu.

Potrzeby wspólnotowe, nawet w zamiarze realizowane „w drugiej kolejności” z zasady będą już nieskuteczne w skali dobra ogółu. To co normalnie powinno im służyć będzie zawłaszczane,i spasożytowane przez tych co akurat będą mieli okazję do przypisywania sobie zasług.nawet trwonione przez nieodpowiedzialne jednostki, co może stać się zarzewiem i umocnieniem destrukcyjnych i patologicznych postaw również innych jednostek chorych i aspołecznych.


Nie wolno nam (można próbować ale bez perspektyw na dobre i trwałe efekty) wyizolować sobie demokracji i patrzeć na wszystko przez jej pryzmat, robić z niej wartość samą w sobie.
To od razu dostaje wymiar tej samej patologii co narracja rzeczywistości przez prawo.
Demokracja to oczywiście wartość ale i ludzka, i wspólnotowa – istniejąca i we względzie na innych ludzi, i inne wartości, i nie sama w sobie, bo taką jest tylko Bóg.

Żeby demokracja mogła funkcjonować muszą jeszcze funkcjonować wartości wyższego rzędu. - A więc najpierw nadrzędna nad sprawiedliwością prawość - z właściwym stosunkiem do dobra, i nadrzędna nad oboma moralność - z właściwym stosunkiem do życia tak członków społeczności, jak społeczności w ogóle, jak i całego rodzaju ludzkiego.

Kiedy więc w demokracji pojawiają się ludzie źli (mówimy o sferze władzy i wpływu na władzę), to od razu zburzony zostaje system wartości, a więc i sama demokracja przestaje istnieć realnie (zatrzymuje się, zostaje tylko ideą, duchem).
Odtąd cały naród mobilizuje się, żeby ją przywrócić - ale nie spontanicznie, nie za podszeptami manipulatorów, bez pośpiechu by usuwać skutki, a sięgając do przyczy, a więc działając według właściwej kolejności.

Nawiasem mówiąc to ma to miejsce również kiedy do systemu kontroli i zarządzania dostaną się elementy wrogie wewnętrznie.
Dotyczy to i sytuacji kiedy do systemu wartości danej społeczności dostaną się wartości obce cywilizacyjnie a nieopatrznie równouprawnione, a więc w rezultacie pracują jako żródło sprzeczności i destrukcji wewnętrznej.


Jest to więc sytuacja jakżeż częsta, a jakżeż często przez ludzi lekceważona, i to mimo iż skutkuje najgorszymi patologiami, począwszy od ... – chciałoby się powiedzieć że od Hitlera, ale trzeba się cofnąć i do Lenina i aż do Rewolucji Francuskiej i do poprzedzjących ją taplających się w wynaturzeniach ideologiach epoki Oświecenia i patokracjach władzy i szukaniach inspiracji w sataniźmie.


W czasie kiedy trwał Sejm Czteroletni w Warszawie wznoszono światynię szatanowi.  W tym czasie było już w Rzeczpospolitej mnóstwo elementów wewnętrzych jej wrogich, elementów i destrukcyjnych, i zdradzieckich z królem Poniatowskim na czele. Zło w sferach władzy było, a państwo trwało, przy czym planowano i naprawę, ale częściową, bo i zły król był w obozie "naprawiaczy".

Moim zdaniem to sytuacja analogiczna do dziejszych reform PiS-u, tylko dzisiejsza jest znacznie bardziej zdradziecka i pełna kompromisów moralnych.

Jest gorzej, ale i dziś lepiej rozumiemy mechanizmy władzy, prawa, polityki i demokracji.



Czym innym jak inne ustoje państwowe jest dobrze rozumiana demokracja, bo ona jest jednak ustrojem z mechanizmem samonaprawczym. Przestaje istnieć, ale zaraz się odradza.

Kiedy w systemie władzy pojawi się zło, w tym momencie muszą się włączyć prawość i moralność, usunąć zło z przestrzeni publicznej demokracji, rozliczyć i naprawić skutki zła które zaistniało.
Rzecz w tym, że prawość i moralność nie sa bytami samoistnymi. Ich nośnikiem jest naród moralny w swojej zbiorowosci, w jego intencjach i celach.

Tak wiec na ten czas władzę bezpośrednio przejmuje naród, z jego zbiorową moralnością "z najwyższej półki".

Nastepnie musi być naprawiony system prawny, który dopuścił do tego że zło mogło zaistnieć. - Typowe jest podnoszenie kar dla władz, ale formy mogą być różne - ważne żeby efekt był odstraszający dla potencjalnych naśladowców.

Po naprawieniu praw następuje wymiana władz państwowych i demokracja znów zaczyna swój byt, znów naród wyznacza cele polityczne, znów prawo jest korygowane w kierunku właściwych wymagań dla władzy państwowej wykonawczej.


W rezultacie demokracja wcale nie musi walczyć ze złem żeby go nie było - wystarczy aktywność narodu.

Całe to złe rozumienie demokracji (które ma dziś wielu) bierze się właśnie stąd, że po każdym złu, które się wedrze do władz państwowych ona musi być naprawiana tak jak opisałem, a nie jest.


Nie jest bo trwają w ludziach nawyki z innych ustrojów, i to zarówno autorytarnych, głoszące że władzy trzeba się podporządkowywać zawsze bo ona może skrzywdzić, jak i „ludowe”, głoszące że „władza jest nasza, a przeciw sobie wystepować nie wolno bo to autodestrukcja”.


Warto tu zauwazyć że oba te nawyki też budują matrix - potrafia budować rzeczywistość wirtualną, bałamutną że samowystarczalna, a w rzeczywistosci zwalczajace rzeczywistość realna, która jest pośrodku.

Trwa i brak zrozumienia podstawowego mechanizmu, że każdy organizm, zwłaszcza władza  „raz wybrana” (typowe dla psychopatów: "zdobyć "raz wybraną" i jej nie oddać nigdy") alienuje się z czasem, i że sami obywatele pochopnie ufają władzy państwowej tam gdzie trzeba nieufności i kontroli.


Trwa często i z powodu nagannej ludzkiej bierności wobec zła, ale często też ta bierność powiązana z zaufaniem władzom bywa uzasadniona. - Bo jednak ludzie często nie tylko nie chcą, ale i nie mogą gromadzić zbyt dużo wiedzy o poczynaniach władz i życiu politycznym, ani prowadzić zbyt szeroko zakrojonych funkcji kontrolnych, poświęcać wiele czasu na analizowanie możliwych w przyszłości działą żeby wyłaniane decyzje zawsze były najlepsze.
Przeciw dużym organizmom patologicznym trzeba więc i środków systemowych. Takie demokracja ma.

Kiedy już zło wda się w sfery władzy, rośnie zakłamanie, faryzeizm, sianie iluzji, propagowanie złudzeń jako czegoś realnego, chciejstw jako uprawnionych, myślenia magicznego, budowa fasad , masek, opieranie sie na pozorach, uprzedzeniach, okazjach, itd.
- Jest głoszone np. że demokracja jest a jej nie ma. Nie ma i zwykle nigdy nie było, bo np. już jej "ojcowie założyciele" mogli mieć złe intencje i gotowość godzenia się z kłamstwem i tolerowaniem zła, oraz zawieraniem kompromisów moralnych, np. z republikanami czyli ideologią oligarchizmu. Na zasadzie takiego zgniłego kompromisu funkcjonuje USA, które mieniąc się być demokracją nigdy nią nie były.


Trwało to co prawda dwa stulecia, ale przecież od poczatku było skazane na niepowodzenie, bo w przeciwieństwie do demokracji republikanizm jest systemem pasożytniczym.  - A żaden system pasożytniczy nie ma w sobie mechanizmu samopodtrzymania. Za żadnym takim nie stoi władza nakierowana na służbę życiu ludzi i trwania człowieczeństwa.

I to w dzisiejszych czasach już wyrosło do wymiarów absurdalnych. W tych okolicznościach żaden system polityczny nie jest sobie w stanie poradzić z patologiami - zwłaszcza nasz, gdzie od trzech i pół wieku demokracji nie było, a jedynie w ostatnim 30-leciu nastąpiła tzw. demokratyzacja socjalizmu, wraz ze zbrodniczą i sądową ekipą przywiezioną na ruskich tankach.


Błądzą w iluzji wszyscy liczący na to, że przyjdzie ktoś i zaprowadzi ustrój który pozwoli ludzkości trwać, a ludziom żyć bezpiecznie i godnie.

To już nie jest możliwe. Nie ma jak dotąd innej praktyki jak ta, że ustrojowe zwalczanie zła odbywa się zawsze na zasadzie zwalczania zła większym złem.
W sferze polityki oznacza że w tym systemie który trwa każde następne prawo będzie coraz bardziej niesprawiedliwe, a każda nowa władza coraz gorsza, coraz bardziej nieodpowiedzialna za sprawy wspólne, coraz bardziej pasożytnicza, coraz bardziej zbrodnicza, a nawet pozorancko-zdradziecka.

Jedyna nadzieja w demokracji - tylko dobrze rozumianej - nie ideologicznej a ideowej i pilnowanej przez naród.

 

KOMENTARZE

  • x
    "Czym innym jak inne ustoje państwowe jest dobrze rozumiana demokracja, bo ona jest jednak ustrojem z mechanizmem samonaprawczym."

    Oj, to opinia. Uważam dokładnie odwrotnie, Platon zresztą też. Platon wielkim był, ale wielu aspektów nie uwzględnił.
    ----------------------------------------

    No więc, ja stawiam tezę, że nie ma systemu sprawowania władzy bardziej nieefektywnego niż demokracja. Platon tu mówi, że nie ma bardziej podatnej na patologizację i prowadzi niezmiennie do oligarchii trzymającej władzę, w warunkach pseudodemokratycznych.
    --------------------------------------------

    Wymyśliłem pewien patent.

    Po pierwsze nadmienię, że jestem Polakiem i interesuje mnie Polska i jej bezpośrednie otoczenie. Otoczenie naturalne.
    Po co ta na pozór patetyczna deklaracja? Żeby ustalić sobie optykę, punkt widzenia.
    Dlatego, że to co proponuje jest czymś innym, niż istniejące "wzory" i się tego nie boję. Jest czymś szytym na miarę, czasu i miejsca. Przeszłości i przyszłości tego miejsca i ludzi.

    Podczas gdy ci wszyscy inni, zajmują się "dostosowywaniem" do kogoś, czyli kopiowaniem, tworzą kalki, tworzą podległą kompatybilność, czyli w praktyce wprowadzają obce prawa i zasady, jak najbardziej zbliżone do ich umiłowanych. Ich umiłowani nie są Polakami, ani Polską.
    Te ich reformy, gdyż tak to często nazywają, nigdy nie uwzględniają wektora polskiego.
    Czasami pasują jak nakrętka M8, do śruby M12, ale oni tego nie widzą, zagdakują w środkach masowego przekazu, że świetnie pasują, no może trochę WD40.
    Jako Polakowi, bliska mi jest idea wolności obywatelskiej, prawa do swobodnej i dowolnej wypowiedzi, a nawet "głosu ludu", czyli demokracji.

    Patent polega na tym, że DEMOKRACJA NIE MOŻE MIEĆ WŁADZY.
    Hierarchiczny system sprawowania władzy i odpowiedzialności, może być uzupełniony w warunkach polskich o demokrację, właściwie na każdym szczeblu, ale ta demokracja nie może mieć władzy.
    Musi stanowić organ opiniotwórczy, feetback, i można jej nadać kilka innych narzędzi/uprawnień, np wnoszenie projektu "społecznego", do danego organu.
    Te demokratyczne gremia nie powinny być "skokiem na kasę", zasiadanie nie powinno się kojarzyć z apanażami, tylko MISJĄ, obowiązkiem obywatelskim, czy satysfakcją należenia do elit. Czymś propublico bono.

    Wtedy osiągamy stan pewnego dualizmu.
    Prężnego, szybkiego, efektywnego sys zarządzania, wykształcamy i oceniamy elity, oraz mamy "głos ludu".

    Co się dzieje, kiedy Wojewoda zgadza się z Radą?
    Sytuacja idealna. Wojewoda wykonuje własną decyzję, przy poparciu Rady i odpowiada za tą decyzję Wojewoda.
    Krotko mówiąc, jeśli mimo tej jednomyślności, decyzja okaże się fatalna w skutkach, odpowiedzialność spada na Wojewodę, gdyż to on dzieży władzę.
    Co się dzieje, jeśli Wojewoda chce podjąć jakieś działania, a Rada jest przeciwna?
    Po pierwsze MOŻE, bo to on dzierży władzę i odpowiada!
    Jednak musi się liczyć z konsekwencjami.
    Po pierwsze, to nie jest to samo, jeśli w Radzie głosowano 7:5 przeciw, a 12:0. Wiadomo, że w drugim przypadku Wojewoda jest "na biciu".
    Jeśli przy całkowitym sprzeciwie Rady i tak podejmie swoją inicjatywę, lepiej dla niego, żeby miał triumfalnie rację, bo jeśli nie... będą kłopoty.

    Wobec wojewody wyciągnięte zostaną konsekwencje za jego błędy zarządzania - odpowiedzialność.
    Rada nie ma zdolności pociągnięcia wojewody do odpowiedzialności, bo nie ma władzy.
    Ma ją natomiast nad wojewodą, jego przełożony, w Warszawie i to on obije kijem imć Wojewodę, do usunięcia z urzędu i odpowiedzialności karnej, jeśli się okaże, że to nie była zwykła niegospodarność.

    ---------------------------------------------
    Jak mówiłem tą dualną strukturę, z wyraźnym zaznaczeniem master-slave. Można realizować na dowolnym szczeblu.
    Nawet Dyktator państwa, może mieć Radę pięćdziesięciu obywateli - najlepszych, z najlepszych, senatorów RP - ELITA i się nic nie zmienia.
    Odpowiada i dzierży władzę - Dyktator, Rada/Senat - radzi, opiniuje i wnosi projekty oddolne/społeczne.
  • @Torin 12:24:58
    //Hierarchiczny system sprawowania władzy i odpowiedzialności, może być uzupełniony w warunkach polskich o demokrację, właściwie na każdym szczeblu, ale ta demokracja nie może mieć władzy.
    Musi stanowić organ opiniotwórczy, feetback, i można jej nadać kilka innych narzędzi/uprawnień, np wnoszenie projektu "społecznego", do danego organu.
    Te demokratyczne gremia nie powinny być "skokiem na kasę", zasiadanie nie powinno się kojarzyć z apanażami, tylko MISJĄ, obowiązkiem obywatelskim, czy satysfakcją należenia do elit. Czymś propublico bono.//


    Na takiej mniej więcej zasadzie działała (ekonomia) III Rzesza.
  • @Arjanek 13:13:39
    //Na takiej mniej więcej zasadzie działała (ekonomia) III Rzesza.//


    Dodam, żeby nie być opatrznie zrozumianym ...., stąd taka zajadłość do dnia dzisiejszego wrogów hitleryzmu.
  • @Torin 12:24:58
    ""Czym innym jak inne ustoje państwowe jest dobrze rozumiana demokracja, bo ona jest jednak ustrojem z mechanizmem samonaprawczym."
    Oj, to opinia. Uważam dokładnie odwrotnie, Platon zresztą też. Platon wielkim był, ale wielu aspektów nie uwzględnił".

    Jaka opinia, to już było i jest. Pan Wojtas z radością wskaże tu praktyki z czasów demokracji szlacheckiej jak to szlachta się organizowała przeciw złej władzy.

    Przede wszystkim to ja ten mechanizm dokładnie w notce opisałem. Zaczyna się od zawieszenia na jakiś czas demokracji a przejęcia na czas naprawy władzy bezpośredniej przez naród.

    Nawet w Konstytucji mamy zapisane że Naród może rządzić bezpośrednio. Nie ma tylko tej praktyki, bo referenda, a zwłaszcza "o mocy niezobowiązującej władz państwowych" to oszustwo.
    Z pewnościa w aktualnej "demokracji" ten mechanizm nie funkcjonuje.


    "No więc, ja stawiam tezę, że nie ma systemu sprawowania władzy bardziej nieefektywnego niż demokracja. Platon tu mówi, że nie ma bardziej podatnej na patologizację..."

    Ależ i ja tak twierdzę. Nie ma demokracji bez kontroli władzy państwowej. Nie ma demokracji bez władzy bezpośredniej narodu nad wytyczaniem kierunkków polityce, stanowienia prawa i wyboru wszelkich władz państwowych w wyborach powszechnych upoważnianych jedynie do wykonaywania nadawanych im uprawnień, i to ściśle, a pod groźbą surowych kar za nadużycia.
    - Wyborach powszechnych w sensie dopuszczenia do nich wszystkich obywateli mających pewne minimum kwalifikacji co do odpowiedzialności i rozumienia rzeczywistości.
    Nie ma też demokracji bez jawności wyborów (to co się u nas dzieje z anonimowością przecież służy wyłącznie oszustwom, to bandycki idiotyzm sprawujących już "władzę państwową" aby ograniczać narodowi kontrolę nad nimi).
    U nas przeciwnie - patologia się rozrasta do ochrony danych osobowych, nawet co do narodowości. To już robienie zupełnej parodii z demokracji. Demokracji której bez władzy Narodu po prostu nie ma.

    Najważniejsza kontrola, bo przecież bez ścisłej kontroli nie da się wdrażać mechanizmów zawieszania demokracji i przejmowania przez naród również władzy wykonawczej w ramach demokracji bezpośredniej.

    Starożytni Grecy mieli tu łatwość, bo ich demokracja dotyczyła miasta. Można więc zakładać, że tam wszyscy się doskonale znali.
    W większych strukturach społeczno-politycznych jakie dzisiaj mamy proces kontroli jest znacznie trudniejszy. I to nie może być na zasadach ani hierarchii władzy, ani kontroli prawa, ani nawet odpowiedzialności dziennikarskiej. Tu musi się włączać naród jako całość.
    Każdy obywatel musi mieć dostęp do wszystkich danych o funkcjonowaniu państwa i zachowaniach przedstawicielskich względem niego władz wykonawczych jego woli.


    " i prowadzi niezmiennie do oligarchii trzymającej władzę, w warunkach pseudodemokratycznych".

    Oczywiście, że prowadzi, prowadzi jednak tylko wtedy, kiedy władza przedstawicielska się alienuje, a naród nie sprawuje należycie swojej funkcji kontrolnej.
    Wiadomo że kiedy już doprowadzi, to zostanie jej pozbawiony, że oligarchia już się okopuje na zdobytych pozycjach zmierzając ku temu, by to państwo służyło jej, a nie ona państwu, zmierając do zawłaszczania państwa i innych dóbr wspólnych narodu.
  • @Torin 12:24:58
    "Wymyśliłem pewien patent...
    Podczas gdy ci wszyscy inni, zajmują się "dostosowywaniem" do kogoś, czyli kopiowaniem, tworzą kalki, tworzą podległą kompatybilność, czyli w praktyce wprowadzają obce prawa i zasady, jak najbardziej zbliżone do ich umiłowanych. Ich umiłowani nie są Polakami, ani Polską.
    Te ich reformy, gdyż tak to często nazywają, nigdy nie uwzględniają wektora polskiego...".

    Oczywiście. Żadne reformy cząstkowe do niczego dobrego nie prowadzą. Pisałem powyżej o o Sejmie Czteroletnim. Najpierw musi być usunięta przyczyna zła i związani z nim ludzie.
    Po drugi to samo jest z prawem. Prawo MUSI być spójne. Po każdej "naprawie" musi być uchwalane nowe prawo, ale nie jakieś "łatające dziury w systemie", ale całe jako spójne.
    To co się dzieje z talmudyzacją i unionizacją naszego prawa to zbrodnia zdrady stanu.


    ""Patent polega na tym, że DEMOKRACJA NIE MOŻE MIEĆ WŁADZY.
    Hierarchiczny system sprawowania władzy i odpowiedzialności, może być uzupełniony w warunkach polskich o demokrację, właściwie na każdym szczeblu, ale ta demokracja nie może mieć władzy.
    Musi stanowić organ opiniotwórczy, feetback, i można jej nadać kilka innych narzędzi/uprawnień, np wnoszenie projektu "społecznego", do danego organu.
    Te demokratyczne gremia nie powinny być "skokiem na kasę", zasiadanie nie powinno się kojarzyć z apanażami, tylko MISJĄ, obowiązkiem obywatelskim, czy satysfakcją należenia do elit. Czymś propublico bono.

    Wtedy osiągamy stan pewnego dualizmu.
    Prężnego, szybkiego, efektywnego sys zarządzania, wykształcamy i oceniamy elity, oraz mamy "głos ludu"."

    Ja tego nie kupuję. To tylko forma "demokracji przedstawicielskiej" sprowadzonej do funkcji doraczaj względem faszystowskiego w istocie, antydemokratycznego układu władza państwowa-oligarchia.

    A demokracja i w tym, co opisuję nie ma władzy na codzień. - Może ją tylko przejmować na wypadek awarii i tylko na czas naprawy.
    Jakieś struktury organizacyjne narodu z prezydentem Ruchu Narodowego zwłaszcza dla synchronizacji kontroli przecież muszą być. to jednak nie władza tylko administracja odpowiedzialna przed jakimiś zgromadzeniami narodowymi.
  • @Torin 12:24:58
    "DEMOKRACJA NIE MOŻE MIEĆ WŁADZY...
    Te demokratyczne gremia nie powinny być "skokiem na kasę", zasiadanie nie powinno się kojarzyć z apanażami, tylko MISJĄ, obowiązkiem obywatelskim, czy satysfakcją należenia do elit. Czymś propublico bono".

    W opisywanej przeze mni demokracji ideowej właśnie tak to funkcjonuje w całym zakresie sprawowania władzy - tak tej pełnej - sprawowanej przez naród, jak tej przedstawicielskiej - praktycznie tylko wykonawczej do decyzji narodu.

    Kiedy władza nie jest traktowana jako misja, to nie jest to demokracja.

    Pamiętaj, że demokracja ateńska rozpadła się z powodu braku właściwych kandydatów do władzy.
    Władzy której powierzano zadania, misje, ale już zostawiano bez wsparcia, a może i bez wynagradzania specjalnych zasług, a "za to" z surowym karaniem gdy coś poszło nie tak.
  • @Arjanek 13:28:09
    "//Na takiej mniej więcej zasadzie działała (ekonomia) III Rzesza.//
    Dodam, żeby nie być opatrznie zrozumianym ...., stąd taka zajadłość do dnia dzisiejszego wrogów hitleryzmu".

    Hitleryzm tak jak i tuskizm, a ostatnio i kaczoryzm to "obiecywanie wszystkiego wszystkim".

    Każdy kto im zaufa musi być skrajnie rozczarowany bo to oszustwo od początku do końca, a z pasożytami w tle.

    Udział w tym obywateli, to jak piszę powyżej:
    "To tylko forma "demokracji przedstawicielskiej" sprowadzonej do funkcji doraczaj względem faszystowskiego w istocie, antydemokratycznego układu władza państwowa-oligarchia."
  • @Arjanek 13:28:09
    PS. Dodam jeszcze że "zajadłymi" nie sa tylko ci, co jak "bita żona" liczą na to, że władza jeszcze się poprawi, że dotrzyma obietnic, albo ci, co sami nie chcą stanąć w uczciwości i przyznac że źle wybrali.
    Tusk tu ich szczególnie zdemoraalizował, bo niespełniane obietnice pokrywał składaniem innych obietnic - też atrakcyjnych. - I też nierealnych.
    To stan choroby, to nie ma granic, to nie ma mechanizmu samozachowawczego.
    W tym moim zdaniem widać i samozatraceńczy fenomen KOD i w ogóle "totalnej opozycji", która chce powrotu do tego co było", do czasu kiedy jeszcze mieli nadzieję na spełnienie przez władzą dawanych im obietnic.
    Że nierealnych, to jakoś do ich zamkniętych móżdżków nie dociera.
  • @Torin 12:24:58
    Muszę jeszcze rozwinąć komentarz do Twojej wypowiedzi:

    "No więc, ja stawiam tezę, że nie ma systemu sprawowania władzy bardziej nieefektywnego niż demokracja. Platon tu mówi, że nie ma bardziej podatnej na patologizację..."

    A ja powiem że obaj się mylicie. Wszystkie systemy władzy motywowane sakralnie są i mniej efektywne, i bardziej podatne na patologizację.

    I demokracja i religia są ideami.
    Im wyższego rzędu idea, tym łatwiej ją pozbawiac jej cech szlachetnych, tym łatwiej patologizować.
    Patrząc na hierarchię wartości, to sprawiedliwość, w tym demokracja jako sprawiedliwość wspólnotowa wyrażaja dopiero sam dół ludzkich wartości duchowych.
    Co innego religia z jej duchowością i swiętościami - to już tych wartości sama góra. Wyżej jest już tylko Bóg.
    Weź np. prawo stanowione w państwach demokratycznych. Ono jest stanowione z woli narodu którego państwo jest. Dopiero z tego prawa wyłaniaja sie władze państwowe.
    Jednak w państwach z władzą motywowaną sakralnie jest ona "z woli Bożej". I nikt nie jest tu w stanie sprawdzić czy tak jest, czy nie, dopóki ta władza nie pokaże na co ją stać. Do tego czasu jest władzą absolutną, autorytarną, nawet dowolną tyranią.
    Tutaj możliwosci patologii są nieograniczone.
    Weź np. Żydów talmudycznych. Oni owszem, uznają Biblię, ale co trochę ją interpretują po swojemu.
    Ich prawo - formalnie wręcz "Prawo Boże" jest w rzeczywistości projekcją ich aktualnych potrzeb.
    Tylko spróbuj im to wytłumaczyć - czy Cię nie nazwą antysemitą...


    Odpowiednio jak wielopokoleniowo wyselekcjonowane gatunki roślin, przekazujące swoje szlachetne cechy roślinom potomnym, czy gatunki zwierząt, np. świń, czy psów.

    Im bardziej szlachetny, bardziej ideowy organizm, tym łatwiej zaburzyć jego obraz, a tym trudniej, o ile to w ogóle możliwe odzyskać czystość gatunkową.
    Idea czlowieczeństwa w demokracji jest tu wrażliwa jak każda idea, ale i ma możliwości samonaprawcze.
    Systemy religijne wymagaja już Bożej interwencji.

    Tak jak w uprawie roli wiatr może przywiać pyłki gatunkowo podobnych roślin ale nie szlachetnych i roślina potomna nie przejmie szlachetnych cech, czy odpowidnio inny gatunkowo, choćby najsympatyczniejszy piesek podskoczy do rasowej suki, narodzą się kundle.
    Człowiek tu musi prowadzić swoje kontrole, musi podejmować działania selekcyjne a nawet zabezpieczające.

    Cały świat tak funkcjonuje. Cały czas trwa rywalizacja tego co szlachetne - żeby prowadziło do zachowania cech szlachetnych i dojrzałego człowieczeństwa, a destrukcyjnymi mechanizmami skundlajającymi i odczłowieczającymi, demoralizującymi i bestializującymi.

    Jak najbardziej dotyczy to i systemów społeczno-politycznych. Tutaj tymi co skundlają są działający dla zysku "za wszelką cenę".
    Tacy potrafia się powołać i na religię i na dowolną ideologię potraktowana jak religia, i to jeszcze z niej wyprowadzac swoje prawodawstwo i w niej legalizowac swoja władzę - władzę faktycznie uzurpatorską.

    Jeszcze raz powtórzę: Tylko demokracja.
    "Idea czlowieczeństwa w demokracji jest tu wrażliwa jak każda idea, ale i ma możliwości samonaprawcze".
    ŻADEN INNY SYSTEM TEGO NIE MA. KAŻDY MA W OFERCIE TYLKO NAPRAWIANIE ZŁA WIĘKSZM I WIĘKSZYM ZŁEM.
  • @miarka 19:29:19
    Dużo tego.
    Spróbuje się możliwie odnieść.
    Przestałem gdybać Miarka. Nie wnikam w niekończące się spory teoretyczne.
    To jest jak z płaskoziemcami, że ziemia jest płaska to aksiomat, ale żaden nie pojedzie sprawdzić.
    ---------------------------
    Obecny system nazywany demokracją (i zgodziliśmy się, że to już jest, to wynaturzenie o którym pisał Platon, do którego zawsze prowadzi), zwyczajnie nie wytrzyma nadchodzących wydarzeń.

    Ani nie daje nam sposobności, aby wykorzystać pozostały czas i się przygotować, ani gdy już się zacznie, nie zrobi nic sensownego.
    Jest bezwolny. Ci wszyscy ludzie są uwikłani, powiązani kajdanami personalnie i do tego, cały system jest tak zbudowany, że zezwala najwyżej na ruchy pozoracyjne, że się coś robi. TAKIE JEST PRAWO.

    Dyktatura (wiesz, że o tym pisałem), daje bypass prawny i nagle niemożliwe staje się możliwe i to w pięć minut.
    Dyktatura wojskowa, pozwala utrzymać przynajmniej to co najważniejsze - kontrolę, gdy te wszystkie przykre, a globalne, wydarzenia już się zaczną.
    Demokracja, podrabiana czy nie, utraci kontrolę natychmiast.
    Dyktatura i wyłączenie obecnego systemu, pozwala na reset systemu. Właściwie pozwala zbudować nowy Gmach Państwa, o niebo lepszy od tej ruiny posklejanej z jakiś obcych odłamków złomu ideologicznego, przez judaszy.
    Wtedy można wyłączyć dyktaturę i odpalić "piecyk" na nowo.
    "Piecyk" to takie określenie na wzmacniacz na scenie, albo serwer w komputrach.
    Nie wiem, czy jest słusznym, w obecnej chwili zastanawiać się, co po dyktaturze?
    To minie 10-20 lat i zejdzie nam na rozmowach narodowych i wydarzeniach międzynarodowych. Mamy na to właśnie te lata, żeby o tym rozmawiać, walczyć i trwać.
    Pozatym narodów znowu może zrobić się więcej w państwie, co komplikuje te rozmowy, ale już nie będę ci mieszał, w modelu teoretycznym.
    -----------------
    Osobiście, w chwili obecnej skłaniam się ku nowoczesnej monarchii, z elementami demokracji (po dyktaturze wojskowej), tylko, że nie jestem w tym poglądzie żarliwy.

    Wiem jedno, że nowy system i gmach państwa, wzniesiony po dyktaturze musi być sprawny i akceptowany. Postrzegany jako "swój" przez znaczącą większość obywateli, wszystko jedno której narodowości.

    Pozdrawiam
  • @Torin 14:21:33
    "Nie wnikam w niekończące się spory teoretyczne.
    To jest jak z płaskoziemcami, że ziemia jest płaska to aksiomat, ale żaden nie pojedzie sprawdzić".

    Tutaj to akurat nie trzeba nigdzie jeździć. Starczy wyjrzeć przez okno kiedy jest zaćmienie Księżyca. Cień Ziemi widać zawsze jako okrągły.

    Tymczasem niezależnie od tego, czy Ziemia obraca się wokół swojej osi, czy Słońce jak Księżyc obracają się wokół Ziemi, to cień Ziemi w przypadku jej bycia płaską powinien być jak kształt monety - raz okrągły, raz płaski, a raz zbliżony do owalu.
    A więc skoro jest zawsze okrągły, to i Ziemia musi być kulą (oczywiście nie musi to być kształt dokładnie geometrycznej kuli - tu nie chodzi o szczegóły). :-)


    "Obecny system nazywany demokracją... Jest bezwolny. Ci wszyscy ludzie są uwikłani, powiązani kajdanami personalnie i do tego, cały system jest tak zbudowany, że zezwala najwyżej na ruchy pozoracyjne, że się coś robi. TAKIE JEST PRAWO."

    I już widać źródło patologii - prawo ograniczające demokrację, a więc i sprawiedliwość.
    Tymczasem najpierw musi być naród, później państwo, dalej system demokratyczny, później prawo, a jeszcze później władze państwowe.
    W tej patologii prawo bierze się z jakiejś abstrakcji, a więc i wszystko zmierza ku iluzji i oszustwu.

    I tu jest miejsce na to Twoje: "Dyktatura daje bypass prawny i nagle niemożliwe staje się możliwe i to w pięć minut".
    Możliwe "prawnie", czyli "zalegalizowane", ale w przestrzeni abstrakcji prawnej, w przestrzeni uzurpacji, bo poza upoważnieniem wynikającym z umowy społecznej tych, którzy są jedynie władnymi aby prawo stanowić, czyli upoważnieniem narodu.
    Oni się tu uprawniają, ale do faktycznego bezprawia. To trzeba ścigać.


    "Dyktatura wojskowa, pozwala utrzymać przynajmniej to co najważniejsze - kontrolę, gdy te wszystkie przykre, a globalne, wydarzenia już się zaczną".

    Ogólnie tak, bo wojsko jest po to aby bronić przestrzeni moralności od wrogów zewnętrznych państwa.
    W szczególach może być różnie, bo żeby rzeczywiście sprawowało kontrolę dla nas użyteczną to jeszcze musi być narodowe.


    "Demokracja, podrabiana czy nie, utraci kontrolę natychmiast.
    Dyktatura i wyłączenie obecnego systemu, pozwala na reset systemu. Właściwie pozwala zbudować nowy Gmach Państwa, o niebo lepszy od tej ruiny posklejanej z jakiś obcych odłamków złomu ideologicznego, przez judaszy.
    Wtedy można wyłączyć dyktaturę i odpalić "piecyk" na nowo."

    Zgoda, tak jest w przypadku wojny, tak jest w przypadku powstań (np. dyktator Traugutt).
    Tak też powinno być kiedy do systemu władzy wedrze się zło. Wtedy pełnię władzy przejmuje naród, i jak najbardziej może ustanowić funkcję dyktatora na czas konieczny dla naprawy.
    Nic nie stoi na przeszkodzie aby był wojskowym. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby ogłosił "stan wojenny" i aby sądy wojskowe pracowały pełną parą.

    Problem tylko żeby to co jest robione miał rzeczywiście ten moralny cel.

    Tu trzeba przypomnieć, że w Wielkiej Brytanii na czas II WŚ wybrano Churchilla. Ledwo wojna się skończyła (cel moralny osiągnięty), nie dano mu porządzić ani chwili dłużej.

    Zapewne to nauczka i z czasów historii IIRP, kiedy to pozwolono Piłsudskiemu rządzić dalej jako politykowi, i to wraz z jego wiernymi legionistami, co miało w sumie skutki tragiczne.


    "Nie wiem, czy jest słusznym, w obecnej chwili zastanawiać się, co po dyktaturze?
    To minie 10-20 lat i zejdzie nam na rozmowach narodowych i wydarzeniach międzynarodowych. Mamy na to właśnie te lata, żeby o tym rozmawiać, walczyć i trwać".

    Nie ma takich problemów. Po dyktaturze demokracja, spokojne pokojowe, bezpieczne, planowane dalekowzrocznie życie. Do tego aktywność obywatelska i w kontroli sfery polityki z postepowaniem władz wykonawczych i administracyjnych na czele i planowanie polityki oraz możliwych zmian w prawie.


    "Pozatym narodów znowu może zrobić się więcej w państwie, co komplikuje te rozmowy, ale już nie będę ci mieszał, w modelu teoretycznym".

    Nic tu nie mieszasz. Jeden jest Naród Polski. Inne narody składające się na obywateli Państwa Polskiego są jak najbardziej równouprawnione w korzystaniu z uprawnień jakie daje obywatelstwo, ale nie mogą brać udziału w sprawowaniu wladzy Narodu Polskiego, władzy nadrzędnej nad polityką Państwa.
    To, do czego tu doszło z ich dopuszczaniem tak do funkcji jak i udziału w wybieraniu przedstawicieli Narodu to pierwsza z patologii która musi być usunięta konstytucyjnie i praktycznie.

    Pozdrawiam wzajemnie
  • @miarka 15:27:03
    "Cień Ziemi widać zawsze jako okrągły."
    albo to złudzenie perspektywy, albo wcale nie widać, że okrągły!
    Nie bój się o Płaskoziemców, nie dadzą się zmanipulować tak łatwo!:))
    ----------------------------------------
    Cyt:
    "Obecny system nazywany demokracją... Jest bezwolny. Ci wszyscy ludzie są uwikłani, powiązani kajdanami personalnie i do tego, cały system jest tak zbudowany, że zezwala najwyżej na ruchy pozoracyjne, że się coś robi. TAKIE JEST PRAWO."

    I już widać źródło patologii - prawo ograniczające demokrację, a więc i sprawiedliwość.
    Tymczasem najpierw musi być naród, później państwo, dalej system demokratyczny, później prawo, a jeszcze później władze państwowe.
    W tej patologii prawo bierze się z jakiejś abstrakcji, a więc i wszystko zmierza ku iluzji i oszustwu."
    -
    No, ale słuchaj, bo zaczynamy kręcić się w kółko i ganiać własny ogon.:)

    Twierdzisz, że problemem jest PRAWO, gdzie to jest właśnie nienaruszalny zwornik, jeśli chcesz coś robić LEGALNIE, prawda?
    Czyli z góry zakładasz NIELEGALNOŚĆ DZIAŁANIA!
    Zakładasz tą własną nielegalność, by później oburzać się na uzurpację "mojej" dyktatury, na zmianę z przyzwoleniem na jej nielegalność, w zależności od wsadu.
    Ja WIEM, że moja dyktatura jest NIELEGALNA i Dyktator też wie, że "ŁAMIE PRAWO", dlatego z góry wie, że jest tymczasowy i musi ustąpić po przeprowadzeniu właściwych czynności napraw i ustąpieniu zagrożeń.
    Jestem legalistą:))

    Wrócimy do tego..

    ----------------
    Cyt:
    "Możliwe "prawnie", czyli "zalegalizowane", ale w przestrzeni abstrakcji prawnej, w przestrzeni uzurpacji, bo poza upoważnieniem wynikającym z umowy społecznej tych, którzy są jedynie władnymi aby prawo stanowić, czyli upoważnieniem narodu.
    Oni się tu uprawniają, ale do faktycznego bezprawia. To trzeba ścigać."
    -
    Nie wiem do końca co chciałeś powiedzieć. "Moja" dyktatura jest nielegalna i tego nie ukrywam, ale ma mandat społecznej większości.

    Ty, odnoszę wrażenie, chciałbyś "zalegalizować" bezprawność, aby się poczuć lepiej, albo żeby lepiej wyglądało. Czyli już wchodzisz na drogę RELATYWIZMU. Relatywizm jest bardzo groźny i wykorzystywany przez ludzi, o których tak nieprzychylnie (i słusznie) się wyrażasz.

    Niech wasza mowa będzie tak-tak, nie-nie i po owocach ich poznacie.

    "Moja" dyktatura jest nielegalna! Prawo jej nie przewiduje i defacto oznacza bunt wojskowy i odebranie władzy legalnym władzom cywilnym.
    To jest z całą pewnością NIELEGALNE, miarka:)
    -----------------------
    Cyt:
    "Dyktatura wojskowa, pozwala utrzymać przynajmniej to co najważniejsze - kontrolę, gdy te wszystkie przykre, a globalne, wydarzenia już się zaczną".

    Ogólnie tak, bo wojsko jest po to aby bronić przestrzeni moralności od wrogów zewnętrznych państwa.
    W szczególach może być różnie, bo żeby rzeczywiście sprawowało kontrolę dla nas użyteczną to jeszcze musi być narodowe.
    -
    Jakoś tak sobie to znowu baśniowo idealizujesz.:)
    Ja nie wiem co to jest "przestrzeń moralna", za to każdy żołnierz wie, gdzie są słupki graniczne. Żołnierz rozkazy powinien mieć proste, bo się wtedy nic nie pokićka:)
    Żołnierz i tak ma migrenę, na myśl o "bezpieczeństwie wewnętrznym", gdyż tu, już tak prosto nie jest, a wszystkie wyglądają tak samo. W każdym razie podobnie i teraz nie wiadomo, których neutralizować, a których nie.
    Łażą w jakiś angielskich garniturach i jedyne co w tym chaosie jeszcze działa i wiadomo to - ROZKAZ.
    Ja miałem na myśli Wojsko Polskie, nie wiem po co to szczegółowienie, że narodowe.
    ---------------------
    Cyt:
    "Zgoda, tak jest w przypadku wojny, tak jest w przypadku powstań (np. dyktator Traugutt).
    Tak też powinno być kiedy do systemu władzy wedrze się zło. Wtedy pełnię władzy przejmuje naród, i jak najbardziej może ustanowić funkcję dyktatora na czas konieczny dla naprawy.
    Nic nie stoi na przeszkodzie aby był wojskowym. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby ogłosił "stan wojenny" i aby sądy wojskowe pracowały pełną parą.

    Problem tylko żeby to co jest robione miał rzeczywiście ten moralny cel."

    No i masz wszystkie przesłanki, które sam wymieniasz:

    -w przypadku wojny (za chwilę)

    -w przypadku powstań ( to właściwie jest powstanie:))

    -kiedy do systemu władzy wedrze się zło (już to ustaliliśmy:))

    -legitymacja większości społecznej (pisałem, min 35-40%)

    -na czas konieczny dla naprawy (to już też wyjaśnialiśmy. Nie tylko chodzi o naprawę. Naprawa jest w pakiecie, a dyktator jest tylko mecenasem budowy nowego Gmachu Państwa)

    -nie stoi na przeszkodzie aby był wojskowym (musi, daje faktyczną kontrolę nad armią, nie iluzoryczną. Wojna. I ten element, choć ja o nim niechętnie rozprawiam - pewność postawy - Przysięga i to co w niej jest.)

    - ogłosił "stan wojenny" i aby sądy wojskowe pracowały pełną parą.
    (Bez potrzeby, nie ma potrzeby.:)
    Stan wojenny to się ogłasza, gdy jest wojna, albo wrogie siły wewnętrzne wysoce destabilizują państwo i mir domowy, ale to i tak jest raczej stan wyjątkowy, nie wojenny. To samo z tymi sądami, najpierw sens ich pracy - co one właściwie robią i dlaczego. Potem pełna para.)
    ---------------------------
    Cyt:
    "Nie ma takich problemów. Po dyktaturze demokracja, spokojne pokojowe, bezpieczne, planowane dalekowzrocznie życie. Do tego aktywność obywatelska i w kontroli sfery polityki z postepowaniem władz wykonawczych i administracyjnych na czele i planowanie polityki oraz możliwych zmian w prawie."

    Oj,oj macieju..:)
    Widzisz, napisałem czego jestem zwolennikiem i skłonnym do rozmowy.
    Ty piszesz, że nie ma potrzeby o niczym rozmawiać, bo już postanowiłeś!:)
    potem landrynkowy obraz, a na koniec..
    "możliwych zmian w prawie."
    Zara, chila, toć po to, to wszystko żeśmy przeszli, żeby prawo nareszcie było ok, a ty piszesz, że po tym wszystkim, będziemy się brać za zmiany w prawie? Znaczy będzie niedobre?:)
    --------------------
    Cyt:
    "Nic tu nie mieszasz. Jeden jest Naród Polski. Inne narody składające się na obywateli Państwa Polskiego są jak najbardziej równouprawnione w korzystaniu z uprawnień jakie daje obywatelstwo, ale nie mogą brać udziału w sprawowaniu wladzy Narodu Polskiego, władzy nadrzędnej nad polityką Państwa."

    No i widzisz, wiedziałem, że Ci namieszam:)
    Dlaczego chcesz odbierać prawa Węgrom, albo zmuszać ich do bycia Polakami. Dyć to Węgrzy!:D
    W ogóle nie wiadomo, czy to na koniec będzie się nazywać Polska. Pewnie nie będzie, bo to może Słowakom nie przypaść do gustu..
    Pewnie będzie referendum, albo końkurs.. np Lechistan.
    Wilk syty i owca cała..
  • @Torin 17:05:39
    "Twierdzisz, że problemem jest PRAWO, gdzie to jest właśnie nienaruszalny zwornik, jeśli chcesz coś robić LEGALNIE, prawda?"

    Oczywiście. Najpierw dla władz państwowych.
    Tylko powiedz mi jakim cudem prawo któremu podlegają władze państwowe miałoby im dać prawo do wynoszenia się nad prawo, a nawet nad system z którego zaczynać się ma prawo?

    Sam się tu zakałapućkałeś twierdzeniem że "cały system jest tak zbudowany, że zezwala najwyżej na ruchy pozoracyjne, że się coś robi. TAKIE JEST PRAWO.". Według tego co napisałeś to cały system jest wewnątrz prawa.
    To zaś znaczy że prawo jest pierwotne od systemu. To co- z Kosmosu spadło i już było zanim ludzie się zaczęli organizować. Przecież to bzdura.

    Nie ma innych praw jak prawa natury - które zresztą powinno się nazywać "prawidłowościami", oraz praw, które jako ludzie dajemy sobie wzajemnie w zamian za spełniane obowiązki.

    A u Ciebie nagle prawo nad systemem społeczno-politycznym. Pytam skąd?


    "Czyli z góry zakładasz NIELEGALNOŚĆ DZIAŁANIA!"


    Nielegalnością działania tutaj jest właśnie wynoszenie praw, które stanowi władza państwowa nad system. To nakłada prawne ramy systemowi, krępuje go, a prawodawców w tym układzie robi suwerenami-uzurpatorami.
    To w tej uzurpacji jest cała nielegalność.
    Prawdziwym Suwerenem jest zawsze Naród, naród w swojej zbiorowości moralny i z trwałym systemem warości, i tylko on jest Prawodawcą, ale też nie od razu ustanawia prawa, tylko dopiero po ustanowieniu Państwa i jego systemu społeczno-politycznego.



    "Zakładasz tą własną nielegalność..."

    Niby gdzie? Tu, gdzie dzieła system samonaprawczy nie funkcjonuje jeszcze prawo. Tu się najpierw przywraca panowanie moralności.

    Tu jest tak jak kiedy w dużym lesie gubimy drogę. Musimy jakoś wrócić do miejsca grze ją jeszcze znaliśmy, bo inaczej zagubimy się już bezpowrotnie.

    Dopiero po przywróceniu moralności, czyli powrocie na dobra drogę, czyli od uwolnienia się od złych i zdradzieckich ludzi we władzach, zaczyna się zabezpieczanie Państwa przed powrotem patologii, którą byli ci źli ludzie we władzach, a więc i stanowienie nowego prawa.

    Powtarzam - tu gdzie walczymy o moralność nie ma problemu z legalnością, bo samo zaburzenie moralności przeciwko któremu walczymy jest już ze swojej natury nielegalne.

    My tylko chcemy przywrócić panowanie prawa i władz które postępują legalnie.

    Taką tu łagodniejszą formą tej walki jest "obywatelskie nieposłuszeństwo", czyli bojkot wszystkiego czego chcą od nas władze w sytuacji, kiedy zauważamy że postępują niemoralnie. To coś jak strajk ostrzegawczy - jeszcze mogą się poprawić. Ale jak nie, to już im biada...
    Biada, bo to one postępują nielegalnie.
    Niemoralność jest nielegalna z natury. Żadne prawo nie dotyczy postępowania niemoralnego - nie może do niego uprawniać, bo to przecież kwestia życia i obywateli i wspólnoty narodowej jako całości i nawet całej ludzkości.
  • @Torin 17:05:39
    "Zakładasz tą własną nielegalność, by później oburzać się na uzurpację "mojej" dyktatury, na zmianę z przyzwoleniem na jej nielegalność, w zależności od wsadu.
    Ja WIEM, że moja dyktatura jest NIELEGALNA i Dyktator też wie, że "ŁAMIE PRAWO", dlatego z góry wie, że jest tymczasowy i musi ustąpić po przeprowadzeniu właściwych czynności napraw i ustąpieniu zagrożeń.
    Jestem legalistą:))"

    Wiem, że jesteś legalistą - czyli chcesz żeby panowało prawo, a władza która dopuściła się bezprawia była usunięta i ukarana możliwie surowo i odstraszająco.
    Problem z tym "przyzwoleniem na jej nielegalność, w zależności od wsadu".

    Jest problem, bo to może być zarówno "dyktatura samonaprawcza demokracji", jak i dyktatura która wymyka się spod kontroli narodu, a więc może być uzurpatorską, w tym gorszą od zła przeciwko któremu formalnie występuje.
  • @Torin 17:05:39
    "Cyt:
    "Możliwe "prawnie", czyli "zalegalizowane", ale w przestrzeni abstrakcji prawnej, w przestrzeni uzurpacji, bo poza upoważnieniem wynikającym z umowy społecznej tych, którzy są jedynie władnymi aby prawo stanowić, czyli upoważnieniem narodu.
    Oni się tu uprawniają, ale do faktycznego bezprawia. To trzeba ścigać."
    -
    Nie wiem do końca co chciałeś powiedzieć".
    No to powiem innymi słowami: Jeśli władza państwowa działa poza przestrzenią upoważnienia wynikającego z umowy społecznej, to "nie działa w granicach prawa".
    To zaś znaczy, że wszelkie zabiegi legalizacyjne takiej władzy nie dają żadnej legalności, wszystko co taka władza robi jest bezprawiem.


    ""Moja" dyktatura jest nielegalna i tego nie ukrywam, ale ma mandat społecznej większości."

    Jak wyżej pisałem, może to być za to moralne, a to jest również tyle co walka o legalność przeciw nielegalnym - tym co i są niemoralni, i demoralizują. Zrozum że w tej sferze prawo nie jest ustanowione, tu prawo nigdy nie może sięgać. Jeden Kant co tu wygłosił idiotyzm, że "prawo moralne jest w nim".
    Normalni ludzie tak nie rozumują. "Kantów" powinno sie izolować i leczyć.

    Dobrze, możesz mieć "mandat społecznej większości." Możesz ją reprezentować. Pytanie czy to jest rzeczywiście większość demokratyczna, a więc większość zmierzająca do stnowienia moralnego ładu społecznego, czy tylko reprezentantem większościowej grupy rozbójniczej, która od mniejszości żąda portfeli?


    "Ty, odnoszę wrażenie, chciałbyś "zalegalizować" bezprawność, aby się poczuć lepiej, albo żeby lepiej wyglądało. Czyli już wchodzisz na drogę RELATYWIZMU. Relatywizm jest bardzo groźny i wykorzystywany przez ludzi, o których tak nieprzychylnie (i słusznie) się wyrażasz".

    Musisz to swoje wrażenie precyzyjnie wyrazić lub poczytać co piszę powyżej i to wycofać, bo ja u siebie nic takiego nie widzę.


    ""Moja" dyktatura jest nielegalna! Prawo jej nie przewiduje i defacto oznacza bunt wojskowy i odebranie władzy legalnym władzom cywilnym.
    To jest z całą pewnością NIELEGALNE, miarka:)

    Powtarzasz się, ale i ja powtórzę. W tym przypadku to już nie są legalne władze cywilne - cały problem jest w tym, że one przestały funkcjonować w przestrzeni legalności. Teraz dopiero trzeba przywrócić funkcjonowanie prawa.
    Tu juz nie starczy zdyscyplinowanie władz. Tu już trzeba systemu naprawczego i nowych praw, a później nowych władz cywilnych. Stare prawa zostały przez tą niby legalną władzę zniesione i zastąpione jakimiś ich podróbkami niby mającymi legalizować ich decyzje, ale to bezprawie. Bezprawie, bo nie ma umocowania w ich upoważnieniach. Bezprawie bo uzurpacja.
  • @Torin 17:05:39
    "Cyt:
    "Dyktatura wojskowa, pozwala utrzymać przynajmniej to co najważniejsze - kontrolę, gdy te wszystkie przykre, a globalne, wydarzenia już się zaczną".

    Ogólnie tak, bo wojsko jest po to aby bronić przestrzeni moralności od wrogów zewnętrznych państwa.
    W szczególach może być różnie, bo żeby rzeczywiście sprawowało kontrolę dla nas użyteczną to jeszcze musi być narodowe.
    -
    Jakoś tak sobie to znowu baśniowo idealizujesz.:)
    Ja nie wiem co to jest "przestrzeń moralna", za to każdy żołnierz wie, gdzie są słupki graniczne. Żołnierz rozkazy powinien mieć proste, bo się wtedy nic nie pokićka:)

    No już nie żartuj że nie wiesz. Przecież cały obszar państwa musi być najpierw przestrzenią moralności, przestrzenią ładu moralnego w zyciu publicznym społecznosci państwowej.
    Starczy żeby żołnierz widział przed sobą słupki graniczne a za sobą czuł to, czego ma bronić, nawet bez szczególnego wnikania co to jest, ale wiedząc na pewno że to jest moralne.
    Bo niemoralnych rozkazów to żołnierzowi wykonywać nie wolno.


    "Ja miałem na myśli Wojsko Polskie, nie wiem po co to szczegółowienie, że narodowe".

    Normalnie to jest to to samo, ale przecież mówimy o stanie patologii władzy, a tu już może być różnie. Np. że zła, zdrdziecka władza i wojskowych mogła zdemoralizować i ustawić WP przeciw własnemu narodowi.
    Skoro doprowadziła do stanu niemal likwidacji armii, a ma wpływ na nominacje generalskie...?
  • @Torin 17:05:39
    /;Cyt:
    "Zgoda, tak jest w przypadku wojny, tak jest w przypadku powstań (np. dyktator Traugutt).
    Tak też powinno być kiedy do systemu władzy wedrze się zło. Wtedy pełnię władzy przejmuje naród, i jak najbardziej może ustanowić funkcję dyktatora na czas konieczny dla naprawy.
    Nic nie stoi na przeszkodzie aby był wojskowym. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby ogłosił "stan wojenny" i aby sądy wojskowe pracowały pełną parą.
    Problem tylko żeby to co jest robione miał rzeczywiście ten moralny cel."

    No i masz wszystkie przesłanki, które sam wymieniasz:
    -w przypadku wojny (za chwilę)
    -w przypadku powstań ( to właściwie jest powstanie:))
    -kiedy do systemu władzy wedrze się zło (już to ustaliliśmy:))
    -legitymacja większości społecznej (pisałem, min 35-40%)
    -na czas konieczny dla naprawy (to już też wyjaśnialiśmy".

    Jasne.


    "Nie tylko chodzi o naprawę. Naprawa jest w pakiecie, a dyktator jest tylko mecenasem budowy nowego Gmachu Państwa)".

    Właśnie przeciwko takiemu rozumieniu funkcji dyktatora oponuję. Jego rola kończy się z chwilą usunięcia zła i dopilnowania żeby nikt nie przeszkadzał w przywróceniu moralnego ładu życia w państwie i przywrócenia rządów prawa.


    "-nie stoi na przeszkodzie aby był wojskowym (musi, daje faktyczną kontrolę nad armią, nie iluzoryczną. Wojna. I ten element, choć ja o nim niechętnie rozprawiam - pewność postawy - Przysięga i to co w niej jest.)
    - ogłosił "stan wojenny" i aby sądy wojskowe pracowały pełną parą.
    (Bez potrzeby, nie ma potrzeby.:)"

    Nie ma? A sabotażyści?


    "Stan wojenny to się ogłasza, gdy jest wojna, albo wrogie siły wewnętrzne wysoce destabilizują państwo i mir domowy, ale to i tak jest raczej stan wyjątkowy, nie wojenny".

    Stan wyjatkowy to raczej w sprawach klęsk żywiołowych. Kiedy możemy zdefiniować wroga jako człowieka, czy społeczność która nas atakuje, który chce nas niszczyć, ograbiać, zniewalać - czy to zewnętrznego, czy wewnętrznego; kiedy zachodzi potrzeba obrony koniecznej z którą możemy nie poradzić sobie siłami cywilnymi, to jednak zawsze jest to wojna.


    To samo z tymi sądami, najpierw sens ich pracy - co one właściwie robią i dlaczego. Potem pełna para.)

    Tu jeszcze trzeba dodać że sądy cywilne w sprawach cywilnych mogą jescze w tym stanie być, ale sądy wojskowe sądzą i wszystkich sędziów cywilnych tam gdzie jest podejrzenie ich złego funkcjonowania z punktu widzenia Narodu Polskiego.
  • @Torin 17:05:39
    ""możliwych zmian w prawie."
    Zara, chila, toć po to, to wszystko żeśmy przeszli, żeby prawo nareszcie było ok, a ty piszesz, że po tym wszystkim, będziemy się brać za zmiany w prawie? Znaczy będzie niedobre?:)"

    Ma być dobre. Problem, że skoro doszło do patologii to stare prawo nie zadziałało. Gdzieś był błąd. Po drugie złe władze które się pojawiły jeszcze nadorabiały aktów prawnych jeszcze gorszych.

    Z tego balastu trzeba się oczyścić. Do tego nowe prawo musi mieć silniejsze zabezpieczenia przed patologiami.
  • @Torin 17:05:39
    "Cyt:
    "Nic tu nie mieszasz. Jeden jest Naród Polski. Inne narody składające się na obywateli Państwa Polskiego są jak najbardziej równouprawnione w korzystaniu z uprawnień jakie daje obywatelstwo, ale nie mogą brać udziału w sprawowaniu wladzy Narodu Polskiego, władzy nadrzędnej nad polityką Państwa."

    No i widzisz, wiedziałem, że Ci namieszam:)
    Dlaczego chcesz odbierać prawa Węgrom, albo zmuszać ich do bycia Polakami. Dyć to Węgrzy!:D".

    Chcą mieszkać w Polsce to na pewno jak najżyczliwiej ich ugościmy i na pewno nikt im nie będzie robił oporów z obywatelstwem (co najwyżej żeby się języka poduczyli).
    Natomiast nie widać powodu dla którego mielibyśmy im pozwalać mieszać się do spraw naszej władzy.


    "W ogóle nie wiadomo, czy to na koniec będzie się nazywać Polska".

    To juz fantazjujesz. Musi być Polska.
  • @miarka 18:02:13
    "Według tego co napisałeś to cały system jest wewnątrz prawa.
    To zaś znaczy że prawo jest pierwotne od systemu. "

    Przecież wiadomo jak to działa.
    Działanie, niemal wszelkie, określają stosowne przepisy i one wskazują co jest legalne co nie. Dla organów państwa, będą to koństytucje, ordynacje, regulaminy sejmu, ustawy, statuty itd.
    Te organy muszą postępować zgodnie z tymi wytycznymi, gdyż inaczej złamią prawo, czytaj konkretne osoby zostaną przestępcami.

    Modyfikacji/zmian, w tych prawach, mogą dokonywać organy upoważnione, według stosownych reguł określonych w przepisach.

    Organy te posiadają legitymację demokratyczną pochodzącą z ostatnich wyborów powszechnych.

    Myślałem, że to oczywiste czym jest ta cała demokracja..:))
    ----------------------

    "Powtarzam - tu gdzie walczymy o moralność nie ma problemu z legalnością, bo samo zaburzenie moralności przeciwko któremu walczymy jest już ze swojej natury nielegalne." i reszta wyżej.

    Obawiam się, że tego nie ma w kodeksie.. żadnym.
    Zdefiniujmy jeszcze. Skoro walczysz, bo tak mówisz i nie robisz nic pozatym to ok. To jest legalne. Po prostu nic nie robisz, coś mówisz najwyżej. W zasadzie mówić jeszcze wolno.
    Jeśli jednak masz na myśli podejmowanie jakiś faktycznych działań, a legalne władze wyślą funkcjonariusza, aby uniemożliwił Ci naruszanie legalnego porządku i Ty podejmiesz próbę zignorowania tego funkcjonariusza, to jesteś przestępcą, to robisz coś nielegalnego:)
    Ci grozi za to!
    ----------

    "Wiem, że jesteś legalistą - czyli chcesz żeby panowało prawo, a władza która dopuściła się bezprawia była usunięta i ukarana możliwie surowo i odstraszająco.
    Problem z tym "przyzwoleniem na jej nielegalność, w zależności od wsadu".

    Jest problem, bo to może być zarówno "dyktatura samonaprawcza demokracji", jak i dyktatura która wymyka się spod kontroli narodu, a więc może być uzurpatorską, w tym gorszą od zła przeciwko któremu formalnie występuje."

    No chyba nie, skoro jej umocowanie jest w poparciu społecznym. Jeśli stałoby się jak piszesz utraciła by mandat.
    I jeszcze coś nie wmawiaj mi, nic nie pisałem o: "dyktatura samonaprawcza demokracji", pisałem "dyktatura wojskowa". :)
    -----------

    "Dobrze, możesz mieć "mandat społecznej większości." Możesz ją reprezentować. Pytanie czy to jest rzeczywiście większość demokratyczna, a więc większość zmierzająca do stnowienia moralnego ładu społecznego, czy tylko reprezentantem większościowej grupy rozbójniczej, która od mniejszości żąda portfeli?"

    Co teraz, jak chcesz definiować swoje większości i mniejszości? Na podstawie własnej oceny moralnej?! Dziwne..
    --------------

    "Powtarzasz się, ale i ja powtórzę. W tym przypadku to już nie są legalne władze cywilne - cały problem jest w tym, że one przestały funkcjonować w przestrzeni legalności. Teraz dopiero trzeba przywrócić funkcjonowanie prawa. " i dalej.

    Tak są legalne, to jest całkowicie zgodne z obowiązującym prawem:)
    ------------------
    "Starczy żeby żołnierz widział przed sobą słupki graniczne a za sobą czuł to, czego ma bronić, nawet bez szczególnego wnikania co to jest, ale wiedząc na pewno że to jest moralne.
    Bo niemoralnych rozkazów to żołnierzowi wykonywać nie wolno."

    Tu się skupię bardziej. To czego żołnierz najbardziej chce bronić, to jest rodzina, najsilniej w prywatnym wąskim rozumieniu, a potem rozszerzonym. Za to umrze.
    Regulamin określa w jakim przypadku, żołnierz może odmówić wykonania rozkazu. To jest związane z honorem żołnierza polskiego, czyli jakby wychodzi na twoje - z moralnością.
    -------------------
    I tak nie ma wyboru, nie całe wojsko jest już zinfiltrowane, a to ostatnia instytucja, która została i cieszy się szacunkiem społecznym.
    ---------------------
    "Właśnie przeciwko takiemu rozumieniu funkcji dyktatora oponuję. Jego rola kończy się z chwilą usunięcia zła i dopilnowania żeby nikt nie przeszkadzał w przywróceniu moralnego ładu życia w państwie i przywrócenia rządów prawa."

    Rozumiem, usuniesz dyktaturę i wprowadzisz anarchię, aby w tych warunkach deliberować demokratycznie nad ładem życia moralnego, w państwie praworządów. No przepraszam..

    Oczywiście mam rację. Dyktatura musi zapewnić warunki do pracy elit nad nowym gmachem państwa. To potrwa kilka lat minimum i potrzebne są różne rzeczy. Banalne, jak zaplecze i niebanalne, jak zabezpieczenie kontrwywiadowcze, drogi yoricku..
    --------------------
    Sabotażyści? Jakieś rzadkie przypadki sabotażu, nie powodują konieczności wprowadzania stanu wojennego. Stan wojenny się źle kojarzy cywilom i jest dość upierdliwy i kosztowny.

    "Stan wyjatkowy to raczej w sprawach klęsk żywiołowych. Kiedy możemy zdefiniować wroga jako człowieka, czy społeczność która nas atakuje, który chce nas niszczyć, ograbiać, zniewalać - czy to zewnętrznego, czy wewnętrznego; kiedy zachodzi potrzeba obrony koniecznej z którą możemy nie poradzić sobie siłami cywilnymi, to jednak zawsze jest to wojna. "

    Ważna jest skala zjawiska, ogłaszanie stanów przy niskiej aktywności wroga jest bezzasadne i upierdliwe, co od razu zostanie wykorzystane przez opozycję i wrogów zagranicznych. Walczy się przy użyciu lekkich mobilnych oddziałow, reszta to jest propagandowe pierdolenie w tv.
    --------------------

    "Ma być dobre. Problem, że skoro doszło do patologii to stare prawo nie zadziałało. Gdzieś był błąd. Po drugie złe władze które się pojawiły jeszcze nadorabiały aktów prawnych jeszcze gorszych.

    Z tego balastu trzeba się oczyścić. Do tego nowe prawo musi mieć silniejsze zabezpieczenia przed patologiami."

    Czyli nowy Gmach Państwa i dopiero wtedy, dyktator zdaje władze w ręce nowo ukonstytuowanej władzy cywilnej:))
  • @Torin 00:21:55
    "Myślałem, że to oczywiste czym jest ta cała demokracja..:))"

    Dobre. :-)))
    Rzecz niestety w tym, że ta "cała", to "cała patologia", "cała fasada", "cała iluzja"...


    ""Według tego co napisałeś to cały system jest wewnątrz prawa.
    To zaś znaczy że prawo jest pierwotne od systemu. "
    Przecież wiadomo jak to działa.
    Działanie, niemal wszelkie, określają stosowne przepisy i one wskazują co jest legalne co nie".

    Tu są dwie sprawy: To co dotyczy samego systemu demokratycznego, czyli zwierzchności władzy Narodu Polskiego nad władzami państwowymi w Polsce (i to jest praktycznie nie realizowane. Tu władze państwowe wciąż idą w pełną uzurpację i pozoranctwo).
    Najpierw musi być demokracja jako władza Narodu - i tu prawo z niczym nie może się wtrącać. Nie może bo uzurpowałoby sobie zasadę bycia pierwotnym wobec systemu demokratycznego.

    A w drugiej sprawie to tak jak piszesz - właśnie o to chodzi, żeby tak było, żeby władze państwowe działały wewnątrz prawa.

    Tymczasem one wychodzą na zewnątrz prawa i się biorą za kreowanie prawa. - Wszystkie - nawet sądownicza przez swoje twórcze interpretacje, i jeszcze z obłudnym tłumaczeniem z którym tylko idioci mogliby sie pogodzić, że nic się nie stało, bo "prawo się nie zmieniło".


    "Dla organów państwa, będą to koństytucje, ordynacje, regulaminy sejmu, ustawy, statuty itd."

    Można tak powiedzieć, że to są prawa, którym muszą podlegać władze państwowe. Tymczasem oni sobie to uchwalają byleby mieli stosowną wiekszość, sami podpisują i to już ma być uznawane za legalne. Wewnętrzne rozporządzenia mogą sobie tak traktować ale nigdy ustaw.

    Bo ustawy są już prawem. Bo wszystkie ustawy muszą być firmowane przez Naród Polski. Muszą, bo to on jest władzą zwierzchnią.
    Mało tego - również wszelkie umowy, które państwo zawiera - one też są w randze ustaw.
    ŻADNA Z NICH NIE JEST WAŻNA BEZ WAŻNEGO REFERENDUM.
    .

    Jedynie co "koństytucja" była przegłosowana, ale przecież ona jest od dawna nieważna bo została i to w kilku punktach złamana.
    To tylko idiotom można powiedzieć iż można nad tym przechodzić do porządku dziennego.
    Kiedy władza państwowa łamie prawo, to ono CAŁE staje się nieważne.
    Jak władza nie przestrzega prawa, to już i nikt jego przestrzegać nie musi.
    Władza w tym momencie staje się automatycznie nielegalna.
    Jeśli zostanie złamana ustawa doprecyzowująca coś w Konstytucji, to Konstytucja jeszcze funkcjonuje, ale kiedy już Konstytucja zostanie naruszona, to i władze i wszystkie prawa stają się nielegalne.
    Władza to nie kieszonkowiec, który może rąbnąć komuś w tłumie portfel, a życie państwa będzie się toczyć dalej.
    Nie będzie choćby dlatego, że to jest zły przykład, który błyskawicznie się udziela wszystkim.


    - A idioci twierdzą dalej że Konstytucja obowiązuje i na Konstytucję przysięgają. :- (((((

    A kto poodkręca wszelkie zło które z tego wynikło, kto odzyska to co narabowali, co za prawie darmo rozdawali?


    "Te organy muszą postępować zgodnie z tymi wytycznymi, gdyż inaczej złamią prawo, czytaj konkretne osoby zostaną przestępcami".

    I są, a kolejni są wybierani na władze państwowe - i zaraz wchodzą w przestępcze układy - zostają przestępcami co udaja władze państwowe, bo jakoś tych pierwszych nie karzą, trzy lata obiecują karać, nawet funkcje publiczne im pełnić pozwalają...
  • @Torin 00:21:55
    ""Powtarzam - tu gdzie walczymy o moralność nie ma problemu z legalnością, bo samo zaburzenie moralności przeciwko któremu walczymy jest już ze swojej natury nielegalne." i reszta wyżej.

    Obawiam się, że tego nie ma w kodeksie.. żadnym.
    Zdefiniujmy jeszcze. Skoro walczysz, bo tak mówisz i nie robisz nic pozatym to ok. To jest legalne. Po prostu nic nie robisz, coś mówisz najwyżej. W zasadzie mówić jeszcze wolno.
    Jeśli jednak masz na myśli podejmowanie jakiś faktycznych działań, a legalne władze wyślą funkcjonariusza, aby uniemożliwił Ci naruszanie legalnego porządku i Ty podejmiesz próbę zignorowania tego funkcjonariusza, to jesteś przestępcą, to robisz coś nielegalnego:)
    Ci grozi za to!"

    To już idziesz w szczegóły. Jednak mam i tu uwagę.
    Bo jednak kiedy będę wystepował przeciw władzy niemoralnej, to i funkcjonariusz, który posłucha takiej władzy przestaje być legalny - jego mandat funkcjonariusza przestaje się liczyć, bo niemoralnych rozkazów wykonywać nie wolno, a rozkaz wydany orzez niemoralną władzą właśnie do tego zmierza - funkcjonariusz dopuszcza się czynu niemoralnego.


    ""Wiem, że jesteś legalistą - czyli chcesz żeby panowało prawo, a władza która dopuściła się bezprawia była usunięta i ukarana możliwie surowo i odstraszająco.
    Problem z tym "przyzwoleniem na jej nielegalność, w zależności od wsadu".

    Jest problem, bo to może być zarówno "dyktatura samonaprawcza demokracji", jak i dyktatura która wymyka się spod kontroli narodu, a więc może być uzurpatorską, w tym gorszą od zła przeciwko któremu formalnie występuje."
    No chyba nie, skoro jej umocowanie jest w poparciu społecznym. Jeśli stałoby się jak piszesz utraciła by mandat."

    O tym "poparciu społecznym" to pisałem powyżej - to jeszcze nic nie znaczy.


    "I jeszcze coś nie wmawiaj mi, nic nie pisałem o: "dyktatura samonaprawcza demokracji", pisałem "dyktatura wojskowa". :)"

    Mówiąc "wojskowa" mówisz tutaj jednak o wojsku działającym w kierunku naprawy demokracji, bo w domniemaniu mówimy jednak o Wojsku Polskim, a więc wciąż w służbie Państwu Polskiemu (mimo że wystepuje przeciwko "złym" władzom państwowym). Inaczej pewnie byśmy mówili "rebelianci" dlaa zaznaczenia że to władze państwowe są stroną legalną.
  • @Torin 00:21:55
    ""Dobrze, możesz mieć "mandat społecznej większości." Możesz ją reprezentować. Pytanie czy to jest rzeczywiście większość demokratyczna, a więc większość zmierzająca do stnowienia moralnego ładu społecznego, czy tylko reprezentantem większościowej grupy rozbójniczej, która od mniejszości żąda portfeli?"
    Co teraz, jak chcesz definiować swoje większości i mniejszości? Na podstawie własnej oceny moralnej?! Dziwne.."

    Dziwne? Przecież jak jesteś rozbójnikiem to to że działasz z mocy wiekszości, to Ci daje jeszcze większe obciążenie w karze za przestepstwo, a nie legalizuje.
    "Większość demokratyczna" dotyczy wyłącznie decyzji ścisle politycznych - ani w sprawy sprawiedliwości ani moralności sięgać nie może.


    ""Powtarzasz się, ale i ja powtórzę. W tym przypadku to już nie są legalne władze cywilne - cały problem jest w tym, że one przestały funkcjonować w przestrzeni legalności. Teraz dopiero trzeba przywrócić funkcjonowanie prawa. " i dalej.

    Tak są legalne, to jest całkowicie zgodne z obowiązującym prawem:)"

    Właśnie że nie. One obaliły prawo swoimi decyzjami. My to wiemy i bez Dziennika Urzędowego, czy Monitora Polskiego.
    Całe prawo traci legalność kiedy władza Państwowa łamie Konstytucję. Wszystkie decyzje takich władz są nieważne. I Konstytucja juz musi być nowa i od nowa uchwalona żeby prawo mogło znów funkcjonować.


    ""Starczy żeby żołnierz widział przed sobą słupki graniczne a za sobą czuł to, czego ma bronić, nawet bez szczególnego wnikania co to jest, ale wiedząc na pewno że to jest moralne.
    Bo niemoralnych rozkazów to żołnierzowi wykonywać nie wolno."

    Tu się skupię bardziej. To czego żołnierz najbardziej chce bronić, to jest rodzina, najsilniej w prywatnym wąskim rozumieniu, a potem rozszerzonym. Za to umrze.
    Regulamin określa w jakim przypadku, żołnierz może odmówić wykonania rozkazu. To jest związane z honorem żołnierza polskiego, czyli jakby wychodzi na twoje - z moralnością."

    Wreszcie bezdyskusyjne :-)))


    "I tak nie ma wyboru, nie całe wojsko jest już zinfiltrowane, a to ostatnia instytucja, która została i cieszy się szacunkiem społecznym".

    Oby tak było jak mówisz i w chwili próby.
  • @Torin 00:21:55
    ""Właśnie przeciwko takiemu rozumieniu funkcji dyktatora oponuję. Jego rola kończy się z chwilą usunięcia zła i dopilnowania żeby nikt nie przeszkadzał w przywróceniu moralnego ładu życia w państwie i przywrócenia rządów prawa."
    Rozumiem, usuniesz dyktaturę i wprowadzisz anarchię, aby w tych warunkach deliberować demokratycznie nad ładem życia moralnego, w państwie praworządów. No przepraszam.."

    Chyba trzeba będzie kończyć bo późna pora. Przecież jak ład moralny będzie przywrócony, to będzie i po deliberacjach.


    "Oczywiście mam rację. Dyktatura musi zapewnić warunki do pracy elit nad nowym gmachem państwa. To potrwa kilka lat minimum i potrzebne są różne rzeczy. Banalne, jak zaplecze i niebanalne, jak zabezpieczenie kontrwywiadowcze, drogi yoricku.."

    Spokojnie. Jakby totalni przeszli do totalnej partyzantki, to tak, ale w warunkach moralnego ładu życia publicznego to wojskowi mają miejsce w koszarach.


    "Sabotażyści? Jakieś rzadkie przypadki sabotażu, nie powodują konieczności wprowadzania stanu wojennego. Stan wojenny się źle kojarzy cywilom i jest dość upierdliwy i kosztowny".

    Znowu fantazjujesz? Przecież tu chodzii o sabotaż najpoważniejszy - sabotaż złych, zdradzieckich, antypaństwowych i antynarodowych władz państwowych.


    ""Stan wyjatkowy to raczej w sprawach klęsk żywiołowych. Kiedy możemy zdefiniować wroga jako człowieka, czy społeczność która nas atakuje, który chce nas niszczyć, ograbiać, zniewalać - czy to zewnętrznego, czy wewnętrznego; kiedy zachodzi potrzeba obrony koniecznej z którą możemy nie poradzić sobie siłami cywilnymi, to jednak zawsze jest to wojna. "
    Ważna jest skala zjawiska, ogłaszanie stanów przy niskiej aktywności wroga jest bezzasadne i upierdliwe, co od razu zostanie wykorzystane przez opozycję i wrogów zagranicznych. Walczy się przy użyciu lekkich mobilnych oddziałow, reszta to jest propagandowe pierdolenie w tv".

    Tu się grubo różnimy. Obronić się trzeba koniecznie. Patrzenie w tej sytuacji na jakąś "opinię publiczną", która nie zna realiów to sabotaż państwa, zdrada i demoralizacja.


    "Ma być dobre. Problem, że skoro doszło do patologii to stare prawo nie zadziałało. Gdzieś był błąd. Po drugie złe władze które się pojawiły jeszcze nadorabiały aktów prawnych jeszcze gorszych.
    Z tego balastu trzeba się oczyścić. Do tego nowe prawo musi mieć silniejsze zabezpieczenia przed patologiami."
    Czyli nowy Gmach Państwa i dopiero wtedy, dyktator zdaje władze w ręce nowo ukonstytuowanej władzy cywilnej:))"

    Nad wojskiem, nad policją to tak, ale całą resztę to przekazać może dużo wcześniej tymczasowym cywilnym organizacjom narodowym które już się zajmą organizacją życia państwowego. - Jak tylko będzie można - tak jak Churchilla odsunięto, jak Piłsudski powinien być odsunięty po zawarciu pokoju.

    No, dziękuję, czas iść spać.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031