Matrix stwarza fałszywą alternatywę - alternatywę wyboru między jednym złem a drugim – cokolwiek wybierzesz, źle wybierzesz. Cokolwiek wybierzesz, wybierzesz to co będzie dla ciebie wcześniej czy później zabójcze.

 

Matrix zaślepia na prawdę i normalność – na całe centrum naszej rzeczywistości.

Matrix bazuje nie na ludzkiej duchowości, nie na trzeźwości, rozsądku roztropności mądrościach nagromadzonych przez pokolenia kochających nas i godnych zaufania Przodków nie na wielokrotnie objawianej nam mądrości Bożej, nawet nie na rozumie.

– To wszystko idzie na bok, kiedy pójdziemy za manipulatorskimi wodzikami emocjonalnymi ideologii za jej chciejstwami i pożądliwościami, uzurpacjami, nieumiarkowaniem i pychą.

– Te już łatwo mogą nas zwieść – odwieść od tego co realne i skłonić ku myśleniu abstrakcyjnemu, a więc i uznać dowolny byt wirtualny z jego ofertą i na życie realne,i oddać mu władzę nad sobą.

 

Matrixowy myk polega na tym, że emocje oderwane od ich naturalnych związków z naszymi uczuciami i decyzjami uczuciowymi smakują tak samo jak te naturalne;

- wiążą się z tymi samymi przyjemnościami co i te dotyczące radości z naszego postępowania na drodze prowadzącej ku sięganiu po owoce dobre naszego właściwego wykorzystania posiadanych sił, środków i możliwości działania - jako owoce dobrze służące naszemu ludzkiemu życiu, jego powołaniom i celom.

Utrzymywanie emocji w ryzach trzeba planować przed tym kiedy już przekraczają swoja „granicę bez powrotu”.

- I kuszą i staszą nas tym, co się wiąże z emocjami. – Argumenty za „szczepieniami” też nam posuwają emocjonalne, nie merytoryczne.

 

Takie rozbujane emocje potrafią zacząć żyć swoim życiem - pozwalają wmówić tym co im się poddają że nawet najbardziej aspołeczna i niemoralna oferta jakiejś grupy marginesu społecznego może mieć rangę wyboru politycznego – i to tylko dlatego że istnieje jej przeciwieństwo, i jest bardzo złe.

Tu już manipulatorom łatwo rozbujać emocje związane z niechęcią do tej oferty.

Takie rozbujane emocje mogą w końcu doprowadzić do uznania tej oferty i związanych z nią ludzi za zło absolutne, a wtedy cokolwiek niesie oferta lansowana uznana zostaje za dobrą absolutnie, a każda jej krytyka będzie poczytana za akt oszołomstwa, płaskoziemstwa albo i bycia po stronie tego „zła absolutnego”.

 

W szczególności liberalistyczny matrix niesie nam liczne, ale głównie dziś lansowane trzy iluzje wyboru:

- między lewicą a prawicą (liberaliści to „prawicowcy”)

- między wolnościowcami a zamordystami (liberaliści to „wolnościowcy”)

- i między kolektywizmem a indywidualizmem (liberaliści to „indywidualiści”).

Te trzy mity („prawicowość”, „wolnościowość”i „indywidualizm”) łatwo jest obalić.

- One są bowiem sensowne w świecie idei, w świecie ludzkiego centrum życia społecznego i politycznego

- w normalności,

- w ludzkiej prawej naturze,

- w ludzkim życiu moralnym życiu ludzi dojrzałych w ludzkim sumieniu, godności i woli pokoju ze wszystkimi tak samo rozumiejącymi pokój,

- w świecie ludzi „.czczących świętości swoje”.

 

U liberałów „prawicowość” nie ogranicza się do tego co ludzkie czy dotyczące ludzkich wspólnot. – ona jest „ich” włącznie, a właściwie to szczególnie w sensie prawego marginesu życia społecznego i politycznego – tego co egoistyczne, przestępcze, mafijne, faszystowskie, czy prawnicze z prawem wyniesionym nad wszystko w tym nad ludzką prawość (a tu np. nad własność i redukującą ją do „prawa do własności”, czy prawa do tożsamości”)

– za to wszystko co „nie jest ich” to już jest „lewicowe”, zamrdystyczne – i to dotyczy i całego centrum w którym żyją zwykli ludzie (inaczej mówiąc „demokratyczna większość”).

Mówiąc o sobie jako o prawicowcach „liberałowie”dążą do narzucenia społeczeństwu przewrotnej narracji rzeczywistości głoszącej podział społeczny na "prawicowców" i "lewicowców";

- czyli narzucają manipulację fałszującą rzeczywistość w której naprawdę są:

"margines społeczny lewy: roszczeniowcy, „mający prawa”, faktyczni niewolnicy;

- w centrum normalni, zwykli ludzie ("demokratyczna większość" chcąca życia w prawości, a więc i w zdrowe, dobrej i pięknej ludzkiej naturze tak cielesnej jak duchowej);

- a liberałowie (to margines społeczny prawy chcący robić biznes za wszelką cenę i na tym tle budować swoją pozycję magnatów i oligarchów), z „prawami” do spekulacji, lichwy i zysku, nawet do obracania „pieniądzem dłużnym”, czyli zaprowadzania totalnego zniewolenia podstępnie, przestępczo i zbrodniczo wmanipulowanych w długi obywateli, domów i państw;

- ich związek z faszystami jest nieprzypadkowy - chcą rządów "prawa" a nawet "państwa prawa", autorytetów i władzy sprawowanej odgórnie oraz narzucającej te "prawa" - w tym "prawo do wolności", a więc i z ich udziałem w kreowaniu tego „prawa” (o tym że takie „prawa” to i „rynek regulowany” w miejsce rynku wolnego koniecznego zwykłym normalnym ludziom to już nie mówią).

W szczególności „prawo do własności”, „prawo do wolności” , czy cała seria „praw” ONZ i UE to tylko uzurpacje „prawników” (ŻĄDNYCH WŁADZY W RAMACH TAKIEGO PRAWODAWSTWA), prawników którzy za ideologiem protestantyzmu Kantem wynoszą prawa nad ludzkie wartości,

- a w tle i materia i ciało wynoszone nad ducha, a także zdrowie nad życie i zdolność pozostania ludźmi (typowe dziś dla tych co dali się przekonać do „szczepionek”),

- a władzę państwowa nad władzę zwierzchnią narodów,

- a przy tym i państwa jako rzeczy będące własnością narodów chcą traktować jako byty samoistne – byty w randze bestii zdolnych zniewalać ludzi – obywateli tych państw.

 

Tu prawo (które normalnie musi mieć pokrycie we wcześniej spełnionym obowiązku) jako „prawo” jest wyniesione do roli matrixowej monety – monety uzurpatorów i uroszczeniowców, monety wirtualnej, monety fałszywej.

Takich praw chcą hochsztaplerzy ideologii prawnictwa - ci sami, którzy zniszczyli rynek wolny terroryzmem i wymuszeniami rynku regulowanego (czy pod pretekstem kowida kończą to niszczenie pod zamierzone rządy globalistycznej komuny.

Owszem, ludzie prawi też chcą rządów prawa i państwa prawa – ale bez przymiotników oznaczających ideologie. – Chcą jednak tego w ramach prawa rzeczywistego, jedynie sensownego - sprawiedliwego i wspierającego ludzkie i ludzkich wspólnot cele ideowe nakierowane na dalekowzrocznie widzianą ludzką przyszłość.

 

Mówiąc o sobie jako o wolnościowcach „liberałowie”dążą do narzucenia społeczeństwu przewrotnej narracji rzeczywistości głoszącej podział społeczny na "wolnościowców" i "kolektywistów";

- czyli narzucają manipulację fałszującą rzeczywistość w której naprawdę są:

- "margines społeczny lewy: chcący „prawa do wolności” rozumianej jako bezkarność swawoli ku konsumpcji i samozatraceńczego używania życia kosztem destrukcji tego co jest ludziom konieczne dla trwania ich życia w człowieczeństwie

- w centrum normalni, zwykli ludzie ("demokratyczna większość" potrzebujący wolności dla realizacji powołań i celów ludzkich),

- a liberałowie ("wolnościowcy" to margines społeczny prawy - chcący „prawa do wolności” rozumianej jako bezkarność swawolnego korzystania z wolności gospodarowania – zwłaszcza na gruzach dóbr wspólnych narodu, kosztem destrukcji tego co jest ludziom konieczne dla trwania ich życia w człowieczeństwie – tak osobistego, jak i przyszłych pokoleń swoich rodzin i narodów.

Liberałowie nie mają nic wspólnego z wolnościowcami - ludźmi ideowymi, funkcjonującymi wewnątrz ideowych systemów wartości ludzkich i wspólnotowych (poza tym że chcieliby taką maskę nosić)?

Ideologia liberalizmu jest formą zorganizowanej agresji przeciw ładowi ideowemu a dla jakiegoś interesu natury egoistycznej i indywidualistycznej (w tym grupowej) zwłaszcza natury materialistycznej u celu tych którym skrycie ma służyć.

 

Liberałowie to ludzie którzy chcą świata bez krępujących ich zamiary zasad (ale już nie dla obrony koniecznej czy działań w stanie wyższej konieczności – tu np. w przypadku czyjejś złej woli, a więc i spisku, czy zmowy ludzi złej woli.

- Chcą żeby ludzie bronili się przed ich agresją dopiero kiedy już zostaną skrzywdzeni, pozbawieni zdrowia, dóbr, wspólnot, czy życia, rodzin, narodów, czy ich państw;

- w szczególności występują przeciw zasadom, które odkryli ludzie chcący trwać w swojej tożsamości (zwłaszcza ludzkiej i wspólnotowej jako stabilnej w otoczeniu, koniecznej im dla działań konstruktywnych - a więc i są zdecydowani bronić się przed destrukcyjnymi dla nich zmianami)'

- tożsamości jako bazy ku życiu według ładu moralnego, rozumianego jako chroniący życie, umożliwiający bezpieczne życie i dalekowzroczne trwanie wspólnot ludzkich oraz wspierający cele moralności, a więc człowieczeństwo dojrzałe i ludzkie świętości.

 

Liberałowie chcą nie wolności, nie związków ludzi wolnych, a swobody działań dla siebie, a narzucania sztywnych reguł postępowania ograniczających tych przeciw którym występują (nawet co do miłości i tolerancji – oczywiście wobec nich to miała by być zawsze...).

 

Mówiąc o sobie jako o indywidualiistach „liberałowie” dążą do narzucenia społeczeństwu przewrotnej narracji rzeczywistości głoszącej podział społeczny na " indywidualistów" i "kolektywistów";

- czyli narzucają manipulację fałszującą rzeczywistość w której naprawdę są:

- "margines społeczny lewy: "kolektywiści/komuniści/globaliści"

- w centrum normalni, zwykli ludzie ("demokratyczna większość" – tutaj kierujący się priorytetowo celami i potrzebami wspólnot, ale nie rezygnujący z docelowych realizacji swoich dążeń osobistych, tylko czekających na swoją drugą kolejność),

a liberałowie ("wolnościowcy"/"indywidualiści"/faszyści) to margines społeczny prawy – chcący swoje cele indywidualne zaspokajać nie tylko że przed wspólnotami ale i przed innymi w ogóle .

– To takie „America first” ale i na gruncie osobistym w ramach hierarchii osobowej (w miejscu gdzie wspólnoty mają hierarchię wartości).

 

Te trzy podziały społeczne, czy liczne, wzorowane na nich zamykają scenę społeczną (odpowiednio polityczną) na inne opcje, nawet kiedy są zdecydowanie większościowe.

 

Niestety nie da się z hierarchią osobową pogodzić hierarchii wartości (ona decyduje od wewnątrz i oddolnie) i hierarchii osobowej – tej która jest już skompromitowaną w świecie antyczny i pogańskim.

– Tej, która chciała i wciąż chciałaby rządzić bez sprawiedliwości, w tym bez wolności, odpowiedzialności i miłości, bez stabilnych unormowań, w tym prawa sprawiedliwego, spójnego i powszechnego, służebnego sprawiedliwości i jej celem, a więc i nie mającego względów na osoby, nie przyznającego nikomu wyjątków ani przywilejów.

Niestety i tej hierarchii komunistycznej ukrytej, rozmytej w kolektywie podejmującym decyzje nie da się pogodzić ani z indywidualistyczną hierarchią osobowa, ani z hierarchią wartości ludzkich i wspólnotowych natury ideowej i duchowej, najgłębiej sięgających do natury ludzkiej, wartości wolnych od ingerencji ludzkich praw czy władz.

 

W rzeczywistości ani prawicowcy z lewicowcami, ani wolnościowcy z „zamordystami”, ani „indywidualiści” z „kolektywistami” wcale ze sobą nie walczą (np. po obradach Sejmu zgodnie idą do barów, a wieczorem sobie zgodnie, choć z innych (ale równouprawnionych pozycji) podyskutują w telewizorze, nawet kwestie moralne traktując jako podlegające dyskusjom.

 

- To co nam prezentują wobec drugiej strony matrixowej alternatywy widzianej jako „zło absolutne” to tylko propaganda wojenna w wojnie przeciw zwykłym, normalnym ludziom (w tym przeciwko klasie średniej - wszelkiemu biznesowi drobnemu i średniemu który działa gospodarczo z nastawieniem ideowym jako „społecznie użytecznym, wytwarzając dobra zdrowe, dobre, trwałe i konieczne)

- a na rzecz wypromowania wielkich korporacji - prywatnych czy państwowych

- przeciw - tym co na szeroko rozumianej scenie życia społecznego i politycznego są pośrodku i obojętnie czy się bronią, czy zwalczają uzurpacje i urojenia marginesu społecznego lewego, czy prawego.

 

W szczególności wybór: „margines społeczny lewy czy prawy” to żaden wybór.

- Dla ludzi normalnych jest bez znaczenia która patologia by miała wygrać ich zmaganie – obie są tylko sprawą marginalną wśród perspektyw organizacji życia społecznego ludzi,

- bo jedni chcą rządów władzy kolektywnej i za nic nieodpowiedzialnej – władza kolektywna nie niesie za sobą konsekwencji osobistych dla decydentów – i miała by to być władza w rękach marginesu),

- a drudzy "rządów prawa" ( i działających wewnątrz niego władz za nic nieodpowiedzialnych – „bo odpowiedzialność” zrzucają na prawo – i miało by to być prawo w rękach marginesu- kolektywu kacyków przy władzy").

 

Niestety – i wielu tych zwykłych, normalnych ludzi, tej „demokratycznej większości”, z tego centrum między marginesami społecznymi i politycznymi daje się zbałamucić, co do legalności tego stanu rzeczy, a do ewentualnej nielegalności obrony koniecznej przed nimi.

Tak jest, bo ten matrix kreowany przez media nadające swój przekaz wprost do ucha ufającym mu odbiorcom

– On potrafi wypromować dowolne mniejszości czy osoby na zasadzie reklamy w mediach – nawet patologiczne, wynaturzone i niemoralne po satanistyczne – nawet takie które bywają i aspołeczne, i nawet skupiające psychopatów.

- I mimo to ten matrix potrafi wylansować takie grupki mniejszościowe do rangi wiodących sił politycznych i przywódczych.

Przyczyna: wciąż jesteśmy nie przygotowani.

 

To są właśnie te destrukcyjne podziały typu na PiS i PO, demokratów czy republikanów które w przedziwny sposób skupiają sympatię tak wielu z tej "demokratycznej większości", że któraś z tych grupek mniejszościowych potrafi wygrywać "demokratyczne wybory" (na ile uczciwie, na ile działają w zmowie, to już inna sprawa, bo jeżeli do tego dochodzi zaczyna się dyktatura, a nawet tyrania i satanizm).

- Jest więc tu jakaś awaria systemu wyborczego - bo oni jako ludzie marginesu społecznego (nieważne że bywają bogaci i zdolni szkodzić) w ogóle nie powinni uczestniczyć w życiu politycznym narodu w sprawach jego państwa.

 

Żyjąc we wszechobecnych, wirtualnych oparach matrixu łatwo ulegamy sugestiom, że tylko to się liczy, co nam media powiedzą czy zasugerują, że to jest już zdecydowane przez jakieś wszechmocne, magiczne, odgórnie sprawujące zakulisową władzę siły.

A ich po prostu może nie być. – Wielki Brat u Orwella to postać wirtualna – też matrixowa, marginesowa, w którą jednak wielu uwierzyło..

Wirtualnymi są obie, marginesowe oferty. Realnym jest tylko to, co między marginesami.

Wirtualną jest i władza sprawowana przez oficjalnych przywódców-indywidualistów, wirtualną i przedstawicieli oficjalnych kolektywów.

- Obie są medialnie – matrixowo wypromowane przez media i ośrodki badania opinii publicznej nieustannie analizujące nastroje wskazujące dokąd się mogą bezkarnie posuwać zanim ludzie nie zaczną ich realnie szukać żeby ich powstrzymać i ukarać.

Problem, że nie da się tego zrobić, póki tkwi się wewnątrz niego, póki się wierzy, chce i boi – tego co mu podsuwają twórcy matrixa.

- Gorzej – bo co co są wewnątrz niego tak naprawdę to widzą tylko podobnych sobie.. – Są tak zaślepieni, że widzą tylko to co chcą widzieć, a chcą widzieć to, co im podsuwają twórcy matrixa. – Głos trzeźwych do nich nie dotrze.

 

- Póki co, taki wierzy manipulatorom, kłamcom i obiecankom-cacankom a głupiemu radość oszustów. - Chce tego, co oni tu fałszywie, zwodniczo podpowiadają.

- Nie chce stracić tego co jeszcze ma, choć bez porzucenia tego nie jest w stanie sięgnąć po to co mu trzeba, nie może nic zrobić aby się ratować, aby się zorganizować do wspólnych działań z podobnymi sobie.